Jewgienij Kiczigin a wykwintny witarianizm

Dziś przybliżamy postać jednego z najbardziej aktywnych surojadków Rosji, Jewgienija Kiczigina, znanego przede wszystkim z organizacji Super Detoksów – wyjezdnych programów oczyszczających, których uczestnicy zgłębiają również tajniki prawidłowego odżywiania oraz „wykwintnego witarianizmu”.

Sam Jewgienij Kiczigin (37 lat) według własnych słów jest witarianinem z 10-letnim stażem. W 2011 roku założył „Ośrodek Naturalnego Uzdrawiania Jewgienija Kiczigina” w Czelabińsku, który przyciąga ludzi z całej planety – uczestnikami programów ozdrawiających bywają nie tylko obywatele Rosji, ale również przyjezdni z USA, Szwajcarii, Estonii, Azerbejdżanu i innych krajów.

Oprócz prowadzenia programów ozdrawiających Jewgienij ciągle znajduje się w procesie wynajdywania prostych i bardziej złożonych przepisów witariańskich – w celu popularyzacji zdrowego odżywiania.

Witarianizm jest dla Kiczigina nie tyle odmianą diety, ile instrumentem zmieniającym rzeczywistość, mogącym sprawić, że nieszczęśliwy człowiek stanie się szczęśliwy, a chory wyzdrowieje. Sam za pomocą surowej diety wyleczył się z poważnych schorzeń, jego ojciec pozbył się diagnozy onkologicznej, zaś tysiące ludzi (w chwili obecnej ponad 7,7 tyś.), którzy przeszli jego Super Detoksy, nie tylko bezboleśnie zrzucili zbędne kilogramy, ale zapomnieli o chorobach, z którymi przez wiele lat nie dawali sobie rady lekarze. To wszystko dzięki zdrowemu odżywianiu gatunkowemu – surownictwu.

Kiczigin nie dąży do tego, żeby wszyscy ludzie przeszli na witarianizm, gdyż każdy sam powinien decydować o tym, jak należy żyć i co jeść. Jednak robi wszystko, żeby pomóc tym ludziom, którzy świadomie chcą zmienić swoje odżywianie. Jego celem jest znalezienie najkrótszej drogi do prawidłowego odżywiania dla osób, które chcą zmieniać się na lepsze, czego dokonuje poprzez uczenie ich przyrządzania smacznych i pożytecznych potraw, należyte oczyszczanie organizmu, przeprogramowanie stereotypów żywieniowych, stosując w tym celu różne metody. Jego „wikwintny witarianizm” to jedynie etap, będący pierwszym krokiem do przejścia do „prawdziwego” surowiectwa.

qcahueg5uukJewgienij uważa, że „wykwintny witarianizm” jest najprostszym i najszybszym sposobem pozbycia się uzależnienia psychologicznego od szkodliwego jedzenia oraz przeprogramowania nawyków żywieniowych. Nasze receptory bowiem w ciągu wielu lat przywykły do delektowania się określonymi połączeniami smakowymi. Nie wszyscy są gotowi na duże zmiany i nie zawsze jest korzystne, żeby ludzie przechodzili od razu od spożywania np. pizzy lub steków na odżywianie się samymi owocami, aczkolwiek właśnie frutarianizm (dieta rajska lub po prostu rajstwo) jest naszym odżywianiem gatunkowym, przynoszącym maksymalny efekt zdrowotny.

I tu przybywa z pomocą witariańska sztuka kulinarna Kiczigina, która pomaga odtwarzać ulubione połączenia smaków, sprawiając że nasza dieta staje się od razu o wiele zdrowsza, bowiem samo wprowadzenie do jadłospisu dań kuchni witariańskiej jest dużym krokiem do przodu, umożliwiającym w przyszłości bardziej łagodnie i skutecznie przechodzić na całkowity witarianizm i monodietę, o ile człowiek podejmie podobną decyzję.

Poza tym Jewgienij Kiczigin występuje z wykładami na temat teorii surowej diety. W tym celu nakręcono serię filmików pt. Szkoła początkującego surojadka. Przedstawia w niej nie tylko korzyści diety witariańskiej w porównaniu z tradycyjnym sposobem odżywiania, ale również sposoby oczyszczania jelit lub wątroby za pomocą różnych procedur, metody odkwaszania i odrobaczania organizmu, przybliża różne rodzaje głodówek leczniczych, porusza temat bezpłodności, wirusowego zapalenia wątroby typu C, mięśniaka macicy, kamicy żółciowej oraz zwykłych alergii.

lgltgqmiw3iBędąc specjalistą Rosyjskiego Zawodowego Stowarzyszenia Medycyny Ludowej, prowadzi jako dyrektor swój Ośrodek Naturalnego Uzdrawiania, w którym stosuje m. in. metody terapii wisceralnej i terapii hipnozą. Sam ośrodek pomaga też pacjentom we wzmocnieniu organizmu poprzez poprawę odporności, korekcję postawy oraz odbudowy prawidłowej energetyki i powrotu do pełnej aktywności życiowej. Na dzień dzisiejszy do Jewgienija Kiczigina zwróciło się już ponad 16,3 tyś. osób.

Nie tylko o tym można się dowiedzieć z poniższego filmiku lub z umieszczonego pod nim wywiadu, będącym jego wersją tekstową.

 

Bohaterem programu „Kadr z życia” jest Jewgienij Kiczigin, dyrektor Ośrodka Naturalnego Uzdrawiania. Przejście na surowiectwo prawie 10 lat temu kardynalnie zmieniło jego życie. Wcześniej pracował w fabryce w Czelabińsku, a obecnie prowadzi wykłady szkoleniowe po całej Rosji i za granicą. Za pomocą terapii wisceralnej, hipnozy i autorskich przepisów kuchni witariańskiej Jewgienij zmienia tryb odżywiania swoich licznych zwolenników i przyczynia się do ich powrotu do zdrowia.

– Dzień dobry, panie Jewgieniju!

– Dzień dobry, pani Irino!

– Wiem, że wiele lat jest pan witarianinem. Proszę opowiedzieć, jak to wszystko weszło w pańskie życie.

– Byłem zwykłym człowiekiem i nigdy nie zastanawiałem się nad swoim odżywianiem. Tj. dla mnie było absolutnie normalne zjeść na śniadanie jajecznicę, na obiad jakiś bekon, a na kolację pierogi z mięsem. Wszystko to regularnie zapijałem alkoholem, tak więc prowadziłem dosyć hulaszcze życie. Odsłużyłem dwa lata w armii (w siłach specjalnych Głównego Zarządu Wywiadowczego) i zacząłem zauważać, że rok od roku moje zdrowie staje się coraz gorsze.

Mając około 25 lat, nie mogłem dalej nie dostrzegać zachodzących u mnie trudności. Po pierwsze bardzo często doskwierały mi migreny. Miałem znacznie osłabioną odporność, więc praktycznie bez przerwy przebywałem w takim stanie ociężałego przeziębienia. Miałem poważne problemy z żyłami, przeszedłem nawet operację usunięcia żylaków…

– W wieku 25 lat?

– Tak, w tym wieku. Nie wiem, czy było to wynikiem pewnych skłonności, czy może mojego rozwiązłego trybu życia z dużymi ilościami szkodliwego, ciężkiego jedzenia, alkoholu i dziesięcioletnim stażem palenia. W każdym razie wszystko to odbiło się na moim zdrowiu.

Kiedy w styczniu 2009 roku zupełnie przypadkowo dowiedziałem się od kolegi z pracy o witarianizmie, postanowiłem spróbować. Po tygodniu od dokonania zmian w swoim odżywianiu odczułem bardzo pozytywne zmiany w swoim samopoczuciu. Naturalnie postanowiłem swój eksperyment nieco przedłużyć, ponieważ na początku nie planowałem go na dłużej niż na 1-2 tygodnie. Drugi tydzień przyniósł mi jeszcze większe korzyści, trzeci tydzień jeszcze większe… Ostatecznie gdzieś po sześciu tygodniach poszedłem na urodziny do swojego przyjaciela, gdzie znów napiliśmy się piwa, najedliśmy się szaszłyków, wędzonych kurczaczków… Kolejnego dnia znowu odczułem powrót części tych objawów i części tych schorzeń, które występowały u mnie wcześniej. A przywykłem już do życia bez nich. Przywykłem już do takiego poczucia dobrego zdrowia. Naturalnie, kiedy ciało pokazuje, że należy iść w danym kierunku, to trudno z nim się wykłócać.

Dlatego zacząłem poszukiwać sposobów, żeby już więcej nie zbaczać, tylko robić tak, żeby surowiectwo było dla mnie zwykłym i stałym trybem odżywiania.

– A jak zmieniła się pozostała część pańskiego życia?

– W pierwszych chwilach po zmianie odżywiania żadne inne sfery mojego życia się nie zmieniły. Tak samo spotykałem się z przyjaciółmi, tyle że ja piłem świeżo wyciskane soki, a oni piwo. Nadal pracowałem w fabryce. Nie dokonywałem żadnych zmian w swoich zwyczajach lub w stylu życia. Tak więc wszystko pozostawało jak dotąd, ale z upływem czasu – zapewne z każdym miesiącem – zacząłem zauważać, że zmiany żywieniowe jednak prowadzą do bardziej głębokich zmian względem otoczenia i całej rzeczywistości. Ludzie, z którymi wcześniej było fajnie, w pewnej chwili przestali być dla mnie interesujący. Dotychczasowa praca przestała mi sprawiać przyjemność. Bardzo wiele z mojego życia stopniowo znikło – właśnie przez zmianę odżywiania.

– I co działo się dalej? Ma pan teraz własną klinikę.

– Tak. Mam teraz własny Ośrodek Naturalnego Uzdrawiania.

– Jak stał się pan z robotnika „uzdrowicielem”?

– Wszystko przebiegało stopniowo. Wszystko zaczęło się od zmian w mojej własnej osobowości. Interesował mnie sam proces: jak odżywianie, do którego wcześniej nie przywiązywałem zupełnie żadnego znaczenia, może tak mocno zmieniać moje życie? Bo kiedy chodziłem ze swoimi chorobami po szpitalach, żaden lekarz nie mówił mi, że muszę zmienić odżywianie. Np. że należy wykluczyć z diety mięso albo nabiał… Nie przeprowadzałem żadnych paraleli. Byłem w całkowitym szoku z tego, jak zmiana mojego odżywiania zdołała zmienić moje zdrowie i mój styl życia. Dlatego zacząłem bardzo wnikliwie zgłębiać kwestię naturalnego uzdrawiania organizmu oraz kwestie prawidłowego odżywiania. Kiedy zacząłem dogłębniej badać kwestię tego, dlaczego jednym ludziom łatwo zmienić swoje odżywianie, podczas gdy dla innych jest to trudniejsze, postanowiłem zająć się hipnozą i technikami hipnozy, które także pomagają łatwiej wyzbyć się uzależnienia psychicznego od szkodliwych produktów.

Gdzieś po roku lub półtora po tym, jak sam przeszedłem na surownictwo, w moim otoczeniu zaczęli pojawiać się nowi znajomi i przyjaciele, których również bardzo interesowały te sprawy. Prosili mnie o wyjaśnienia, zadawali różne pytania… W wyniku tych pytań zacząłem prowadzić wykłady na temat prawidłowego odżywiania, jak również warsztaty kulinarne, na których uczyłem przyrządzania tradycyjnych dań, ale według przepisów witariańskich.

Następnie po jakimś czasie – po zapoczątkowaniu tych wykładów i szkoleń – zaczęły do mnie napływać zapytania od ludzi na temat przeprowadzenia dłuższych i bardziej dogłębnych programów ozdrawiających. Kiedy człowiek np. przybywa do ustronnego, cichego, spokojnego miejsca – gdzieś na brzegu morza lub jeziora, – gdzie w ciągu kilku dni można zgłębiać zagadnienia prawidłowego odżywiania. Prowadzę wykłady, jak również warsztaty kulinarne, przeprowadzam detoksy – naturalne oczyszczanie organizmu, ponieważ one również sprzyjają lżejszemu dokonywaniu zmian żywieniowych. Już na pierwszych takich imprezach zrozumiałem, że chcę się tym zajmować, ponieważ to mi się podoba i sprawia mi to przyjemność. W tym czasie zwolnili mnie z pracy.

– Niespodziewanie?

– Miałem wtedy jechać do przyjaciół w Surgucie, gdzie miałem poprowadzić właśnie taki program ozdrawiania, i potrzebowałem na kilka dni wziąć urlop. Nie dostałem urlopu, dlatego byłem zmuszony zrezygnować z pracy. To było osiem lat temu i zapoczątkowało to stworzenie Naturalnego Ośrodka Uzdrawiania. Cały swój wysiłek w ostatnich ośmiu latach poświęciłem właśnie na pomaganie ludziom zmieniać odżywianie, gdyż poprzez zmianę odżywiania są w stanie uporać się z wieloma dolegającymi im poważnymi schorzeniami.

– W jakim wieku ludzie przyjeżdżają na pańskie imprezy ozdrawiania?

– Nie mamy absolutnie żadnych ograniczeń wiekowych. Dotychczas najstarszą uczestniczką była kobieta w wieku 92 lat. Zmieniać odżywianie, zastanawiać się nad swoim zdrowiem można absolutnie w dowolnym wieku. Oczywiście im wcześniej, tym lepiej, ponieważ tym łatwiej przebrnąć przez zmianę programu żywieniowego, tym lżejsza będzie reakcja organizmu na zmianę odżywiania. Ale nie ma absolutnie żadnych kategorycznych ograniczeń wiekowych.

– Ile wynosi średni okres wyzdrowienia? Czyli przychodzi do pana zwykły człowiek, który przechodzi u pana praktyczne kursy, wykłady, szkolenia, po czym przechodzi całkowicie na tryb zalecanego odżywiania. Po jakim czasie można uznać go za zdrowego?

– Uważam, że pierwsze rezultaty człowiek obserwuje już po 1-2 tygodniach. Chodzi już o widoczne i wymowne zmiany, które można na sobie dostrzec i które będą całkowicie obiektywne. Ale oczywiście do leczenia poważnych schorzeń, do głębokiej odbudowy pracy wszystkich narządów wewnętrznych potrzebny jest dłuższy okres czasu. Wszystko wtedy zależy od konkretnego schorzenia.

– Jak wyglądają konkretne plany na przyszłość?

– Planuję kontynuować pracę w tym kierunku, odkrywać nowe kraje, gdzie można przeprowadzać Super Detoksy. W chwili obecnej nasze Super Detoksy odbywają się w ośrodku uzdrawiania w obwodzie czelabińskim, w Abchazji, Turcji oraz Tajlandii. W przyszłym roku odkrywamy Amerykę i być może jeszcze inne kraje.

– Jak pan przeżywa każdy dzień? Jaki jest pański tryb dnia?

– Każdy mój dzień wygląda inaczej. Ale opowiem o tym, co najczęściej robię. Często uprawiam sport. Np. w danej chwili uprawiam Akrojogę, a czasami biegam. W swoim życiu znajduję czas dla hartowania. Tj. spaceruję boso po parku i kąpię się w przerębli. Okresowo praktykuję dni ścisłego postu – głodówki na sucho lub na wodzie. Bardzo wiele czasu spędzam udzielając wskazówek ludziom w sieci: na stronie internetowej, na profilu vk.com, w grupie, na Instagramie… To ludzie podejmujący pierwsze kroki, którzy pragną uzyskać ode mnie wsparcie i otrzymać odpowiedzi na względnie proste pytania.

– A niech pan powie, ile owoców dziennie pan zjada? Albo świeżych warzyw?

– Nie mam żadnej stałej diety. Mój jadłospis w ciągu ostatnich dziesięciu lat bardzo mocno się zmieniał. Przez pierwsze kilka tygodni, a dokładniej przez kilka miesięcy przebywania na diecie witariańskiej – 10 lat temu – mój jadłospis był dość ubogi. Rano mogłem zjeść kilka jabłek, na obiad w pracy zjadałem pół główki kapusty lub pojemnik wykiełkowanej fasolki mung, wieczorem jadłem sałatkę warzywną i pomarańcze. Wszystko spożywałem w prosty sposób, bez wykwintności. Ale okresowo rzucałem się na jakieś produkty, od których byłem uzależniony.

Kiedy zrozumiałem, że można te produkty przyrządzać, zapaliłem się do witariańskiej sztuki kulinarnej. Zacząłem studiować wszelkie dostępne wówczas przepisy na surowo, wymyślając wiele własnych ulepszeń, i przyrządzałem ciekawe, różnorodne i smaczne dania. Po jakimś czasie mi to zbrzydło, a potrzeba smakoszowania zniknęła. Bowiem uzależnienie od pizzy, maki (sushi), zarówno tradycyjnych, jak witariańskich, minęło. Moja dieta stała się bardzo prosta: praktycznie z 90 % tworzyły ją dwa moje ulubione produkty – jabłka i pomarańcze. A cała reszta sezonowo – czereśnie, banany, hurmy itd.

Kiedy zacząłem prowadzić Super Detoksy, dużo czasu musiałem poświęcać przyrządzaniu różnych przysmaków witariańskich. Naturalnie wszystko to musiałem kosztować. Kiedy człowiek na Detoksie przyrządza ciągle podobne przysmaki, to po Detoksie przez jakiś czas nadal chce je spożywać. Dlatego mój jadłospis zrobił się bardziej wyszukany i bardziej ciekawy, różnorodny i nasycony.

Musiałem również wymyślać sporo rozmaitych przepisów, ponieważ zwracali się do mnie ludzie ze słowami: chętnie przeszedłbym na surowiectwo, ale nie wiem, jak żyć bez swoich ulubionych kotletów. Mówię: OK. Zamykam się w kuchni i zaczynam eksperymentować, przebierając setki różnorakich składników, w wyniku czego przyrządzam takie kotlety witariańskie, które nie różnią się smakiem od mięsnych.

W ten sposób wykombinowałem na dziś dzień ogromną ilość przepisów. Przez to mój obecny jadłospis jest bardzo zróżnicowany, smaczny i ciekawy. Nie jestem fanatykiem jedzenia na surowo. Uważam, że jeśli istnieje konieczność lub chęć dodania czegoś do jadłospisu, albo wypicia herbaty z przyjaciółmi, nie należy sobie tego odmawiać.

– A jeśli oprócz tego przyniosą parówkę, albo kremówkę?

– Dla mnie to już nie będzie smaczne.

– Proszę opowiedzieć o hipnozie. Jak jej pan używa?

– Hipnozę stosuję tylko po to, żeby usunąć uzależnienie od szkodliwych produktów. Spójrz: w naszej podświadomości jest zapisana duża ilość różnych programów: program prowadzenia samochodu, jazdy na rowerze, chodzenia, obcowania, pracy na komputerze, jedzenia kotletów, picie piwa, palenia itd. Chodzi o ogromną ilość programów. Każdy człowiek posiada własne programy. Hipnoza umożliwia nieco ułatwić proces przejścia na dietę jarską lub rajską, ponieważ usuwa uzależnienie od szkodliwych, złych produktów. Na ile pamiętam, nie spotkałem w życiu człowieka, który byłby uzależniony od brokułów. Są brokuły – dobrze, nie ma brokułów – też nieźle. Takie podejście jest całkowicie normalne i powinno obejmować wszystkie produkty.

– Wegetarianie zwykle nie piją ani nie palą.

– Nawet niektórzy witarianie piją i palą! Tak, wszystko zależy od tego, na jakim poziomie rozwoju człowiek w danej chwili przebywa. Zdarza się bowiem, że zmiany odżywiania podejmuje się człowiek znajdujący się na najniższym stopniu rozwoju, np. jak kiedyś ja. Paliłem, spożywałem alkohol, jadłem mięso w dużych ilościach – na śniadanie, obiad i kolację, i mało myślałem o swoim życiu duchowym. Dla mnie było dość trudne zmienić swoje odżywianie, dość trudno było zmienić dotychczasowy tryb życia, ponieważ ciągnęło mnie do papierosów, alkoholu, kotletów… Jeśli człowiek postanowi przejść na witarianizm z wegetarianizmu, a jednocześnie już dawno nie spożywa alkoholu, narkotyków, papierosów lub innych substancji wywołujących uzależnienie, to nie będzie czuł pociągu do tych produktów. Być może będzie go ciągnęło jedynie do duszonych warzyw. Uporanie się z takim nałogiem podczas przejścia na surową dietę będzie o wiele łatwiejsze.

– Jak pan sądzi, istnieje temat odżywiania i jedzenia, a jest też temat życia duchowego. Ja np. jestem głęboko przekonana, że jeśli człowiek prawidłowo je, ale w jego głowie jest niezły bałagan, to nie może on być fizycznie zdrowy. Jakie są powiązania i co pan sądzi na ten temat?

– To bardzo dobre i niejednoznaczne pytanie…

– Być może warto zaczynać od głowy, w sensie świadomości i psychiki? Być może właśnie ta strona przeważa, a jedzenie jest sprawą wtórną?

– Wie pani, na ten temat krąży tyle opinii, ile osób je wypowiada. Uważam, że w około 80 % nasze zdrowie zależy od tego, co jemy. Pozostałe 20 % przypisuję psychosomatyce. Kwestia duchowości jest bardzo wielostronne. Nie wszyscy ludzie są gotowi rozpoczynać od pracy duchowej nad sobą. Mimo wszystko prostsze jest wykluczenie kotletów z diety.

– Na początek.

– Tak. Już to samo będzie bodźcem do zmian duchowych. Uważam, że to dwie równoległe drogi, którymi człowiek kroczy. Równolegle ze zmianą odżywiania zacząłem także bardzo skrupulatnie praktykować różnorodne techniki energetyczne. Zacząłem pracować nad swoim życiem duchowym.

W danej chwili ukształtowało się we mnie jasne rozumienie tego, że nasze ciało składa się z trzech komponentów: 1) ciała fizycznego, 2) ciała energetycznego, 3) duszy. I w każdym z tych trzech kierunków należy podążać i rozwijać się.

– Proszę powiedzieć, jaki jest pański stosunek do pieniędzy?

– Pieniądze umożliwiają urzeczywistniać swoje marzenia. To instrument, za pomocą którego możemy coś osiągnąć dużo szybciej niż bez nich. Lecz pieniądze to nie jedyna droga. Jakiekolwiek marzenie można zrealizować też bez nich. Niewątpliwie. Dlatego nie przywiązuję się do pieniędzy, toteż moje szczęście absolutnie nie zależy od pieniędzy.

– A od czego zależy szczęście?

– Szczęście to moja wewnętrzna decyzja. Tzn. podjąłem decyzję, że będę szczęśliwy, i jestem szczęśliwy. Inny człowiek podjął decyzję, że będzie nieszczęśliwy, i jest nieszczęśliwy. Zatem to zwyczajnie wybór każdego człowieka.

– O czym pan obecnie marzy? Albo jakie wartości w pańskim życiu teraz przeważają?

– Ciągły samorozwój – duszy, energetyki, ciała. A marzenie? Mały domek nad morzem. No i kontynuowanie pracy z ludźmi, pomoc w zmienianiu ich odżywiania. A skoro odczułem na sobie, jak mocno odżywianie może zmienić styl życia i stan zdrowia, to moim życzeniem jest, żeby chociażby za 10 lat Rosja stała się mocarstwem witariańskim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s