O raku, pszenicy i nie tylko

Агафонов-150x150Poniższy tekst to dywagacje Jewgenija Agafonowa, autora książek „Żywy Pokarm Nr 1„, „Wyjście z Matrixa” i „Zew Marzenia„, człowieka mającego za sobą wiele życiowych prób, na przekór którym zachował wiarę w jasną stronę ludzkiej duszy. Jewgenij był sam trzykrotnie na granicy życia i śmierci, przeżył zgon kilku bliskich osób, utratę dwóch rodzin oraz dwa bankructwa, po czym odpowiednio przemyślał wszystkie te wydarzenia, całkowicie zmieniając swoje życie. Obecnie sens życia widzi w przekazywaniu ludziom doświadczenia w przewartościowaniu prawdziwych wartości i priorytetów, które są w stanie kardynalnie zmienić życie poszukującego człowieka. Mimo posiadania dwóch dyplomów, w swoim życiu zaliczył pracę wiceprezydenta spółki z filiami w kilkudziesięciu miastach, pobierającego pasywny dochód wielokrotnie przewyższający średnią krajową, przez pracę kuriera, taksówkarza lub dozorcy, zarabiającego z tego tytułu 290 złotych. Wszystko to ostatecznie doprowadziło do powstania własnej spółki o niezwykłym zakresie działalności. Jewgenij Agafonow to człowiek otwarty na obcowanie z każdym, kto naprawdę dąży do pełni świadomości i uczciwości wobec siebie jak też innych, oraz z tymi, którzy pragną przeżyć życie tak, by nie musieli się za niego wstydzić w czasie jego trwania ani po jego zakończeniu.

Dlatego po raz kolejny słowo należy do Jewgenija Agafonowa, który dziś opowie o raku.

– Wiedząc i rozumiejąc, że żywy pokarm jest w stanie przywrócić człowieka do życia, nie można nie opowiedzieć o tym, co już uratowało i z pewnością jeszcze uratuje niejedno życie. W latach, które Władysław Michajłowicz Babienko poświęcił badaniom i promowaniu żywego pokarmu, zwracali się do niego ludzie z diagnozami onkologicznymi, dla których w większości przypadków był on ostatnią nadzieją. Tak się złożyło, że to właśnie praca z osobami chorymi na raka stała się podstawową specjalizacją Babienki w ramach jego projektu „Samoprzetrwanie Nr 6”. Od 2015 roku, kiedy wznowiono produkcję hodowania pędów pszenicy na podstawie jego technologii, zwraca się do nas coraz więcej ludzi cierpiących na te schorzenia. Trzeba powiedzieć, że powszechna statystyka zgonów z powodu diagnoz onkologicznych corocznie wzrasta, dlatego warto poświęcić temu zagadnieniu nieco więcej uwagi.

Kilka słów o przyczynach raka

W powszechnej medycynie szpitali i aptek dotąd brak oficjalnie zatwierdzonego modelu, który tłumaczyłby w sposób jednoznaczny przyczyny powstawania schorzeń onkologicznych. Rozmaite stowarzyszenia lekarzy, uczonych i biologów wysuwają mnóstwo różnych wersji, od anomalii genetycznych w mechanizmie podziału komórek aż do pasożytów wewnątrzkomórkowych. Analizować wszystkie wersje, orzekając o tym, która jest bliżej prawdzie, można do nieskończoności.

Bezsprzeczny jest fakt, że u każdej nowej generacji preparatów do chemioterapii statystyka skuteczności leczenia w porównaniu z poprzednim pokoleniem leków maleje, podczas gdy liczba zgonów nieprzerwanie rośnie co najmniej na przestrzeni ostatnich 20 lat.

00
Steve Jobs

Na dodatek widzimy, że po zdiagnozowaniu raka wśród zamożnych pacjentów pieniądze mało kiedy ratują życie nawet najbardziej znanym lub „wpływowym” celebrytom, jak w przypadku Steve’a Jobsa, założyciela jednej z najbardziej zaawansowanych spółek na planecie, którego było stać na każdego lekarza i dowolne leki. Niemniej nawet on był zmuszony opuścić nasz świat niespełna rok po wykrytej chorobie, będąc w wieku 56 lat na szczycie sławy i pełen twórczych planów na przyszłość.

Zresztą jeśli chodzi o wiek, obecnie młodnieją nie tylko choroby onkologiczne…

W przedwczesnych zgonach z powodu tego typu schorzeń swoją rolę niewątpliwie odgrywa też wpływ ludzkiej karmy. Nie oznacza to jednak, że najlepsze co można robić, to po prostu pokornie zaakceptować mgliste, „politycznie poprawne” uzasadnienia oficjalnej medycyny, że lek na raka zostanie wynaleziony już niebawem – wystarczy jeszcze chwilę poczekać, a nuż nam się poszczęści bardziej niż pozostałym.

Wychodzi na to, że w rzeczywistości podobne stanowisko wyznaje około 85-90 % pacjentów, przez co wkraczają oni na bardzo śliską i niebezpieczną ścieżkę, polegającą na przekazaniu odpowiedzialności za własne życie komuś innemu, kiedy tylko ten „ktoś” przedstawia się jako „lekarz medycyny oficjalnej”.

Dlatego osobiście proponuję porzucić dogmaty i stereotypy, natarczywie narzucane przez media, system edukacji itp., a spojrzeć na to wszystko z boku, myśląc własną głową. Na początek warto zastanowić się nad następującym pytaniem: O czym świadczy to, że tłumaczenia prawdziwych przyczyn raka ze strony oficjalnej medycyny i biologii są na tyle sprzeczne i mętne, skoro np. naturopatia wprost przeciwnie przedstawia te procesy maksymalnie jasno i konkretnie? Dlaczego lekarze medycyny tradycyjnej przy doborze leczenia w większości przypadków wahają się między operacją a chemioterapią, demonstrując dobitnie brak własnej pewności co do rozumienia procesów przebiegających w organizmie chorego człowieka, a tym bardziej tego, co konkretnie trzeba zrobić, aby wyleczyć pacjenta? – W odróżnieniu od naturopatów, którzy bywają wyczerpująco konkretni.

Z punktu widzenia naturopatii podstawową, a w 999 przypadkach z tysiąca jedyną[1], przyczyną schorzenia onkologicznego jest ostatnie stadium zanieczyszczenia organizmu, kiedy jego narządy i układy uzbierały krytyczną masę toksyn z wcześniej nieprzyswojonego pokarmu i szkodliwych nawyków, na które mogą nawarstwiać się również czynniki ekologiczne, jednak krytyczne znaczenie miewa ilość złogów zmagazynowanych wewnątrz ciała. Jedyną szansą człowieka na zwalczenie tej choroby jest zaprzestanie spożywania martwego pokarmu, a wraz z przejściem na żywy pokarm dostatecznie dogłębne oczyszczenie organizmu tak, by wszystkie procesy naturalnej biofizjologii (metabolizm, samooczyszczanie itd.) powróciły do swojej normy. W przypadku wnikliwego, kwalifikowanego, a jednocześnie szybkiego i konsekwentnego wdrożenia takiego podejścia do leczenia raka, statystyka pacjentów, którym uda się pozostać przy życiu, będzie całkiem inna.

Dlatego główny wniosek brzmi następująco: Jeśli los zmusił konkretnie nas stanąć przed wyborem, komu ufać i w czyje ręce oddać własne życie (medycynie oficjalnej bądź naturopatii i żywemu odżywianiu), SWOJĄ odpowiedź na postawione pytanie możemy znaleźć tylko w swojej duszy. Bez jednoznacznej odpowiedzi właśnie na to pytanie dalsze rozpatrywanie tego tematu z pewnością traci sens…

Co jest najważniejsze w leczeniu chorób?
  1. Rozumienie, że dusza i ciało człowieka to nierozerwalna całość. Jeśli zadaniem duszy stanie się pozbycie się choroby, nie dającej żyć ciału ani duszy, szansa na sukces znacznie wzrasta.

Wola życia jest pierwotna jak nic innego. Jednak droga rzeczywistego uleczenia prowadzi tylko przez osobistą odpowiedzialność za własne życie, stanowczość oraz wiarę. Inaczej się nie da. Jeśli całą odpowiedzialność przerzucimy na lekarzy ze zwykłego szpitala, szansa na wyleczenie przerodzi się w loterię z prawdopodobieństwem sukcesu 50 na 50 (w lepszym przypadku).

dr.norman_walkerNależy zrozumieć, że istnieją absolutnie uniwersalne prawa, które warunkują życie wszystkich ludzi niezależnie od tego, na ile zdają sobie z nich sprawę. Do takich praw można zaliczyć np. regułę „żywy pokarm zwraca życie, a martwy pokarm życie odbiera”. Nad danym prawem nie ma władzy żaden człowiek.

Norman Walker (1886-1985), autor książki „Terapia sokami” i jeden z pionierów leczenia żywym pokarmem, poświęcając całe życie leczeniu różnorodnych schorzeń za pomocą świeżych soków (w tym celu projektował nawet własne wyciskarki) mawiał tak:

„Gotowane, pieczone bądź smażone potrawy uważam za martwe i niezdrowe. Mimo iż taki pokarm może podtrzymywać życie człowieka, robi to kosztem stopniowego pogorszenia jego zdrowia, energii oraz siły życiowej.”

Oznacza to, że w im gorszej sytuacji zdrowotnej się znajdziemy (szczególnie otrzymując diagnozę onkologiczną), tym bardziej starannie należy przestrzegać chociażby najbardziej fundamentalnych zasad. Jeśli człowiek z diagnozą „rak” będzie dalej spożywał martwy pokarm, na dodatek sztucznie syntezowany (np. jogurty ze sklepu, konserwy, chleb drożdżowy, wyroby cukiernicze, nie mówiąc już o produktach mięsnych), można z pewnością orzec, że w ten sposób zagwarantuje sobie na tyle szybkie odejście z tego świata, na ile to możliwe.

Tutaj należy uściślić kilka szczegółów na temat wyżej przytoczonej reguły. Jej istota tkwi w tym, że życie i zdrowie człowieka nie zależy wyłącznie od jedzenia. Do pogarszania się zdrowia przy odżywianiu się w sposób tradycyjny dochodzi, rzecz jasna, nie w jednej chwili, tylko proces ten rozciąga się na lata i dziesięciolecia. Każdy człowiek posiada indywidualny potencjał genetyczny, przez co znamy wiele przykładów, kiedy jednakowe odżywianie jednego człowieka wpędziło do grobu, podczas gdy inny będzie cieszył się z wykwintnych potraw jeszcze przez wiele lat, dopóki zaburzenia czynności jego układów nie osiągną pewnej masy krytycznej.

Sedno sprawy polega na tym, że w przypadku odżywiania się pokarmem z martwymi enzymami dochodzi do zmiany składu bakterii w jelitach, typu fizjologii trawienia, akumulacji niestrawionych resztek pożywienia, przeciążenia wszystkich narządów przewodu pokarmowego, szczególnie wątroby, które zmuszone są wytwarzać enzymy zamiast tego, żeby wykorzystywać je w celach samooczyszczania wszystkich narządów i układów organizmu. Przebieg tych procesów jest przez wiele lat ukryty zarówno przed wzrokiem lekarzy, jak i przed świadomością samego człowieka.

No i ostatnia uwaga. Przy pogorszeniu się ogólnego stanu zdrowia wpływ odżywiania na jego zmianę nie jest liniowy. Ogólna zasada wygląda następująco. Im bardziej stan organizmu odbiega od naturalnej normy w kierunku pogorszenia, tym większy wpływ odżywiania na jego dalszy los. O ile w wieku 20-25 lat człowiek może odżywiać się wyrobami mięsnymi i czuć się komfortowo przez względnie długi okres czasu, to będąc w stanie stwierdzonej diagnozy onkologicznej, zwierzęcy pokarm, a tym bardziej mięsny, jest dla niego bez jakiejkolwiek przesady śmiertelnym zagrożeniem.

  1. Rozumienie, że dusza człowieka i jej zadania, jak również ludzkie choroby oraz zasoby organizmu to nader indywidualne kwestie. To, co jednego człowieka może całkowicie uleczyć, innego może nieuchronnie zabić (np. kąpiel w przerębli). Dlatego jeśli doprawdy pragniemy pokonać raka, będziemy musieli dowiedzieć się i wnikać w wiele rzeczy, analizować i próbować, szukać i porównywać.

Tych, którzy tego z różnych powodów nie robią, w samej tylko Rosji przybywa na cmentarzach po 300 tysięcy co roku. Coraz większy procent z nich tworzą osoby w wieku 30-50 lat. Na przykład wzrost zgonów z powodu raka w latach 2014-2015 wyniósł 4.1 %. Z uwagi na fakt, iż integracja przemysłu chemicznego i spożywczego nadal trwa, młodnieją też pozostałe choroby.

To właśnie pojawienie się około 20 lat temu pokarmu syntetycznego, którym odżywia się większa część populacji, zmieniło produkty spożywcze do niepoznania – w porównaniu z potrawami, które człowiek powinien jeść zgodnie z prawami natury. Dlatego też wraz z ilością sztucznych dodatków chemicznych, oznakowanych na opakowaniach literą E, rosną i młodnieją coraz to nowsze schorzenia, wśród których wyróżnia się niszczycielska siła właśnie schorzeń onkologicznych.

O ile wcześniej przyjęto mówić częściej o śmierci głodowej ludzi, obecnie nadszedł czas stwierdzania zgonów z powodu jedzenia.

Tutaj należy ponownie wrócić do kwestii osobistej odpowiedzialności za własne życie. Tak, artykuły wyprodukowane z naturalnych składników, jak np. 30 lub 50 lat wstecz, naturalnie ciężko kupić w pierwszym lepszym sklepie. Tak, ludzie, którzy sami nie mają swojej działki, na której uprawiają własne surowce, muszą nieźle się „nabiegać”, żeby znaleźć odpowiednich ludzi, od których można nabyć produkty dla swojej rodziny. Problem tylko w tym, że ci, którzy pragną zdrowia i długiego życia, ruszą tyłki w celach poszukiwań konkretnych rolników lub znajomych ze wsi, którym można zaufać, podczas gdy pozostali, którzy niby twierdzą, że „doskonale zdają sobie z tego sprawę”, pozostaną w domu leżeć na kanapie, oglądając telewizor i krytykując politykę depopulacji kraju, polegającą na zalewaniu naszego rynku spożywczego genetycznie modyfikowanymi produktami (GMO), oraz zajadając swoje lamenty właśnie tymi produktami. Nawet nie zważając na to, że zaledwie wrócili do domu ze stypy bliskiego przyjaciela, który zmarł w wieku niedożytych 40 lat właśnie przez te produkty, które dalej trafiają na talerz podobnych „poszukiwaczy prawdy” w obfitych porcjach.

Jeśli komuś wydaje się, że nazbyt przesadzam lub zmyślam, proponuję zastanowić się nad przykładem odżywiania i stanu zdrowia plemienia Hunza, które nie daje zachodnim uczonym spokoju od połowy XX wieku. Plemię to zamieszkuje dolinę rzeki Hunza, płynącą wzdłuż granicy Indii z Pakistanem.

hunza08W 1963 roku życie danego ludu badała ekspedycja lekarzy z Francji. Na podstawie badań stwierdzono, że przeciętna długość życia Hunzów (właściwie Hunzakutów, nazywanych też Buruszami) wynosi 120 lat, czyli dwukrotnie więcej niż ówczesna średnia wieku w Europie. W sierpniu 1977 roku na międzynarodowym kongresie w Paryżu zabrzmiało: „Zgodnie z danymi geokancerologii (nauki o badaniach nad rakiem w różnych regionach świata) całkowity brak chorób nowotworowych występuje tylko u ludu Hunza”. W kwietniu 1984 r. doszło do zaskakującego zdarzenia, kiedy służba migracyjna na londyńskim lotnisku Heathrow długo nie mogła pojąć, co jest grane, sprawdzając dokumenty i człowieka o imieniu Said Abdul Mobud z plemienia Hunza. Biedak musiał się długo tłumaczyć, że dokumenty są prawdziwe, zaś on jest całkowicie zdrowy na umyśle, ciesząc się dobrym zdrowiem we wszystkich znaczeniach tego słowa, oraz że czuje się świetnie, nie zważając na swoje 160 lat! Kiedy po wszystkich niezbędnych procedurach weryfikacyjnych mundurowi byli zmuszeni przyznać, że człowiek jak i jego paszport są rzeczywiście prawdziwe, postanowili go trochę „pomęczyć”: „Niech pan przynajmniej powie, JAK TO się panu udaje?” Odpowiedź sędziwego starca, uważanego w swoim kraju za świętego, świadkowie zajścia zapamiętali równie dobrze jak dane z jego dokumentu. Powiedział:

„Jedzcie tylko żywy pokarm, zawsze pracujcie, i to codziennie – zarówno głową, jak i umysłowo, bezustannie się poruszajcie i nie życzcie nikomu źle. Wtedy już jakoś dożyjecie chociażby do 120-150 lat.”

Historia ta wywołała w zachodnim świecie burzliwą lawinę, zwłaszcza że na rynku pojawiła się już książka Ralpha Birchera pt. „Hunzowie. Lud, który nie zna chorób”. Tryb życia członków ludu wygląda następująco.

„Często kąpią się w zimnych górskich rzekach, do stu lat grają w ruchliwe gry na świeżym powietrzu, czterdziestoletnie kobiety wyglądają mniej więcej na 16-18 lat, w wieku 60 lat praktycznie nikt nie ma brzuszka, zachowując dobrze zbudowane ciało (mężczyźni) i smukłą sylwetkę (kobiety). Kobiety rodzą do lat 65.”

Jak udaje im się to, co według stereotypów świata zachodniego uważane jest za niemożliwe?

Po pierwsze: Całe plemię, z pokolenia na pokolenie, jest na 90-95% diecie witariańskiej. Czasami dodają do swoich potraw trochę owczej bryndzy. Przez resztę czasu ich jadłospis składa się wyłącznie z warzyw i owoców.

Po drugie: Wszystkie spożywane produkty naturalnie nie bywają poddawane żadnej obróbce chemicznej. Robiąc zapasy na zimę, owoce suszą na słońcu.

Po trzecie: Spożywają minimalne ilości soli, odżywiając się wyłącznie produktami wyhodowanymi i zebranymi z ziemi, na której żyją.

Po czwarte: Alkohol i słodycze to dla nich równie nieosiągalna egzotyka jak dla nas spożywanie owadów z wybrzeża Amazonii.

Po piąte: Co roku trzymają głodówkę trwającą od 2 do 4 miesięcy.

Po szóste: Witarianizm Hunzów w znacznym stopniu oparty jest na frutarianizmie, gdyż główną część ich jadłospisu tworzą morele.

Po siódme: Poza morelami tubylcy odżywiają się wykiełkowanymi ziarnami.

I ostatnia rzecz na temat danej dygresji geograficzno-kulturowej. Ludzi z tego plemienia wyróżnia jeszcze jedna cecha szczególna – członkowie ludu Hunza nie są podobni do żadnych swoich sąsiadów: ani do Hindusów, ani do Pakistańczyków[2].

3. Zdanie sobie sprawy z tego, że skoro dusza i ciało człowieka są systemem całościowym, to i stosowanie metod leczniczych, pracujących jednocześnie z duszą i ciałem jako jedynym, zwartym układem, wyraźnie powiększają szanse na wyzdrowienie.

4. Ogólnie żywy pokarm ani nasze pędy pszenicy raczej nie zdołają wyleczyć wszystkich, niemniej osobiście za 15 lat zgłębiania tego tematu nie spotkałem bardziej skutecznego i naturalnego sposobu przywrócenia zdrowia.

5. Najlepsze wskazówki, jakich mogę wszystkim udzielić, wyglądają następująco:

Główne czynniki zwycięstwa nad rakiem
  • a) Odpowiedzi na pytania „PO CO” i „NA CO JESTEM GOTÓW”. Uleczenie raka w każdym przypadku prowadzi przez długą i ciężką drogę, dlatego warto ją rozpocząć od dwóch najważniejszych pytań – PO CO powinienem nią kroczyć oraz NA CO jestem gotów. Prawdziwych i szczerych odpowiedzi na te pytania, znalezionych wewnątrz własnej duszy, nie zdoła zastąpić nic. W danym przypadku odpowiedź to co najmniej połowa sukcesu.

Wspomniany już Steve Jobs, założyciel spółki Apple, mawiał:

„Jedyny sposób, jak zrobić prawdziwą robotę, to pokochać ją.”

Naturalnie pokochanie choroby, która wprowadziła do naszego życia niemało cierpienia, to duchowa praktyka dostępna nie dla każdego. Jednak aby w danej sytuacji, która jest w istocie skrajnie trudną i skomplikowaną, potrzebna jest odpowiednia ilość energii.

W dodatku kiedy procesy onkologiczne nasilają się w organizmie z każdym dniem, nieuchronnie towarzyszy im ciągły spadek energii fizycznej. Oznacza to, że najważniejszą szansą na przejęcie kontroli nad daną sytuacją jest zwiększenie własnej energii psychicznej. Istota energii psychicznej ma to do siebie, że człowiek jest w stanie wielokrotnie ją potęgować przy dowolnym stanie ciała fizycznego. Dlatego słowa Steve’a Jobsa o możliwościach siły miłości w uporaniu się ze złożonym zadaniem to przykład pokazujący, że podstawowe zasoby człowieka znajdują się poza jego ciałem. Miłość to źródło największej siły i energii. Na drugim miejscu plasuje się źródło podobnej energii – zrozumienie. Miłość to bardzo subtelna, indywidualna materia, z kolei zrozumienie bywa zjawiskiem bardziej dostępnym i uniwersalnym.

Dlatego im bardziej dokładne, konkretne, głębokie i ZROZUMIAŁE będą odpowiedzi na pytania PO CO i NA CO JESTEM GOTÓW, tym więcej sił da nam to ZROZUMIENIE i tym większe szanse na wygraną. W przypadku wzięcia odpowiedzialności za daną sytuację na siebie, jak też dzięki aktywnej pracy, szanse na zwycięstwo rosną JEDNOZNACZNIE. Nawet w najbardziej ciężkich i zawiłych przypadkach, kiedy pacjentowi stwierdzono już czwarte stadium raka, a diagnostyka pokazuje przerzuty na wszystkie narządy, łącznie z rdzeniem kręgowym, istnieją liczne przykłady ludzi, którzy zdołali przełamać przebieg choroby i przeżyć jeszcze nie jedno dziesięciolecie.

Jeśli człowiek w życiu najbardziej doceniał wylegiwanie się przed telewizorem z piwkiem w ręku, aż tu nagle dopadła go diagnoza onkologiczna, można ze spokojną duszą wybierać się na tamten świat, gdyż zwyczajnie wszystko dobiegło do swojego naturalnego zakończenia. Jeśli zaś człowiek prowadził aktywne życie, ma wiele bliskich ludzi i prawdziwych przyjaciół, mnóstwo planów na przyszłość oraz możliwości ich urzeczywistnienia, uczucie mocnego niezadowolenia z potencjalnie przedwczesnego odejścia i niezrealizowania własnych celów życiowych – to wszystko czynniki dostatecznie przekonujące każdego o wartości walki aż do końca, czyli zrobienia wszystkiego, co rozumiemy i co jesteśmy w stanie zrobić, żeby odzyskać własne życie.

Jedno ze względnie prostych, lecz bardzo ważnych praw brzmi: „Jeśli człowiek jest w stanie sobie coś wyobrazić, może to też osiągnąć”. Dlatego kiedy człowiek JASNO ROZUMIE, DLACZEGO powinien żyć dalej, to już połowa sukcesu.

Sprawy rozumienia to zadanie dla części składowej świadomości zwanej pełność obrazu świata, zaś problematyka dokonywania aktywnych i skutecznych działań to kwestia strefy najbliższego rozwoju. Pełność obrazu świata to właściwie ilość posiadanej wiedzy, choć jej częścią są naturalnie także doświadczenie życiowe i nawyki. Jednak najważniejsza część rozumienia mimo wszystko zaczyna się od wiedzy. Poszerzanie i pogłębianie wiedzy daje możliwość zobaczenia prawdziwych, dogłębnych oraz pierwotnych przyczyn, co w praktyce odpowiada zdolności człowieka do świadomego kierowania własnym życiem. Innymi słowy pełność obrazu świata to coś w rodzaju lustra poziomów przyczynowości. A rozumienie poziomów przyczynowości to w dosłownym znaczeniu stopień kierowania czymkolwiek bądź prawdopodobieństwo osiągnięcia celu w postaci uzyskania pożądanego wyniku.

Dlatego też skuteczność metod leczenia schorzeń onkologicznych zależy od poziomu przyczynowości prezentowanego przez leczącego i leczonego, co odzwierciedla się w statystyce wyleczonych pacjentów. Jeśli bezpośrednio porównamy statystykę całkowitego wyleczenia jakichkolwiek objawów raka po kuracji wyznaczonej przez medycynę klasyczną oraz naturopatię, odpadnie wiele pytań. Podajmy przynajmniej jeden przykład : metoda dożylnego stosowania witaminy C u chorych na raka. Lekarze, którzy aplikują podejście naturopatii i rozumieją zasadniczą różnicę między biochemią organizmu podczas wprowadzania do niego sztucznie syntezowanej witaminy C a naturalnej, uzyskują całkiem odmienne rezultaty.

Dlatego strefa najbliższego rozwoju określa możliwości dostępne dla człowieka. Ludzie będący w stanie myśleć głębiej i szerzej zawsze uzyskają dostęp do bardziej głębokich i efektywnych narzędzi oraz do technologii rozwiązywania dowolnych zadań, łącznie z leczeniem raka. Strefa najbliższego rozwoju to działania, na które jest człowiek gotów tu i teraz. To zdolność zgłębiania i robienia czegoś nowego, nieznanego, niezwykłego.

Mówiliśmy już o tym, że podczas danego rodzaju schorzeń dochodzi do osłabienia sił fizycznych, w związku z czym możliwość przejęcia kontroli nad sytuacją coraz bardziej zależy od „pracy umysłowej”. Dlatego pierwsze zalecenie brzmi: czytać, czytać i jeszcze raz czytać – to, co do człowieka najbardziej przemawia. Stawiać sobie pytania, czy nam to pasuje, i znajdując odpowiednią drogę zaczynać działać.

1206
W. Ławrowa

Jednym z zaleceń, na które moim zdaniem warto zwrócić uwagę, to głodówka kaskadowa, polegająca na zamiennym stosowaniu okresów jedzenia i niejedzenia. W sieci można znaleźć wiele serwisów, na których ludzie dzielą się doświadczeniem o skuteczności danej praktyki. O potencjale danej metody, będącej w stanie (przy prawidłowym stosowaniu) pozbawić organizm dowolnej choroby, w tym raka lub cukrzycy, pisze np. Walentyna Ławrowa w pracy „Klucze do tajemnic życia”. Dana metodyka na dodatek prowadzi do znacznej transformacji świadomości.

 

  • b) Uświadomienie sobie, że nic nie może zastąpić przejścia na żywe odżywianie. Trzeba jednak pojąć, jak w konkretnej sytuacji postępować, gdyż przechodzić należy stopniowo. Trzeba działać maksymalnie uważnie i ostrożnie, lecz nie można też zwlekać.

Najlepiej zwrócić się do lekarza, który sam jest witarianinem z wieloletnim stażem, a jednocześnie przebył długoletnią drogę medycyny tradycyjnej (studia lekarskie oraz praca w szpitalnej przychodni), po czym postanowił poświęcić się naturalnej medycynie (naturopatii), przyjmując w ciągu swojej praktyki kilka tysięcy pacjentów. W chwili obecnej mogę wymienić tylko jednego człowieka posiadającego podobne doświadczenie

sowietow
M. Sowietow

oraz przebytą praktykę o takiej skali i głębokości – Michaiła Włodzimierzowicza Sowietowa. Dlatego najlepiej zwrócić się do niego. Rosyjskojęzyczni czytelnicy mogą zapoznać się z jego działalnością na kanale w Youtube, a polskojęzyczni z właśnie wydanej pierwszej książki autora, dzięki której można pojąć, na co zwracać uwagę i w ogóle w jakim kierunku myśleć i działać. Projekt Michaiła Sowietowa pt. Szkoła Zdrowia to jak dotąd najlepszy materiał, który dostatecznie głęboko i całościowo donosi prawdziwą pierwotną istotę wszystkiego, co jest związane z powstawaniem chorób i pozbywaniem się ich. Moim zdaniem to unikatowy materiał, który polecam wszystkim zainteresowanym rzeczywistym zrozumieniem kwestii zdrowia oraz jego praprzyczyn.

 

  1. Wróćmy jednak do naszego projektu „Żywy Pokarm nr 1”. Mówiliśmy już o tym, że podczas pracy Władysława Babienki z naszymi pędami pszenicy odnotowano wiele przykładów wyleczenia ludzi z diagnoz onkologicznych. Dlatego najlepsze, co można doradzić, to po prostu spróbować na sobie, gdyż zasada „nie dowiesz się, póki nie spróbujesz” nadal obowiązuje.

Absolutne panaceum jest raczej niemożliwe. Ale to, że żywy pokarm w największym stopniu odpowiada prawom natury, na podstawie których ukształtował się ludzki organizm, zaś pszenica wyhodowana na podstawie naszej technologii jest jednym z najbardziej biologicznie aktywnych i skutecznych produktów diety leczniczej – to wielokrotnie potwierdzony fakt. Decyzja o spróbowaniu to osobisty wybór każdego.

Istnieje jeszcze jeden czynnik, który dla większości pacjentów ma niemałe znaczenie – koszt leczenia. O ile w prywatnych klinikach na kurację chemioterapii można z łatwością wydać 40 tysięcy złotych, koszt jednej porcji naszej pszenicy wynosi 87 groszy[3].

Na poniższym zdjęciu można zobaczyć ludzi, którzy postanowili spróbować w chwili, gdy nie mieli już nic do stracenia.

ydj
Wrzesień 1999 roku, Sankt-Petersburg. Z lewej Irina Ziablikowa, w środku Swietłana, po prawej Raisa Kozłowa (prywatna krawcowa gwiazd radzieckiej estrady), niżej Władysław Babienko.

Przed rozpoczęciem spożywania trawy pszenicznej ich diagnozy wyglądały następująco:

Irina Ziablikowa: rak gruczołu sutkowego w czwartym stadium z przerzutami do kości guzicznej, prowadzącymi do unieruchomienia kończyn dolnych.

Raisa Kozłowa: Rak przełyku w czwartym stadium z przerzutami do kręgosłupa.

Swietłana: Rak skóry w czwartym stadium. Zabieg chirurgiczny przeprowadził główny onkolog północno-zachodniego regionu Rosji, profesor Aleksiej Stiepanowicz Barczuk.

Kuracja lecznicza, trwająca 2 lata, polegała na zjadaniu 3 porcji pędów pszenicy dziennie przy całkowitej rezygnacji z tradycyjnego odżywiania (potraw gotowanych, pieczonych, smażonych itp.) na rzecz diety przeciwrakowej Władysława Babienki.

d093d0b5d180d188d0b0d0bdd0bed0b2d0b8d18720d09c.d09b.
M. Ł. Gerszanowicz

Zdjęcie wykonano po zbadaniu pacjentek przez akademika Michaiła Łazariewicza Gerszanowicza (głównego chemioterapeuty półkuli północnej) w Onkologicznym Instytucie Naukowo-Badawczym N. N. Pietrowa w Sankt-Petersburgu. W orzeczeniu lekarza napisano: nie zaobserwowano klinicznych objawów schorzeń onkologicznych.

Chętnym, pragnącym bardziej konkretnego i dogłębnego zrozumienia przyczyn takiego działania zwykłej pszenicy, polecam materiały badawcze Otto Heinricha Warburga, który otrzymał Nagrodę Nobla za badania udowadniające, że dostateczne odżywanie komórek tlenem jest wystarczającym warunkiem do wyleczenia raka. Nasza pszenica jest jednym z najmocniejszych środków nasilających takie dotlenianie, ponieważ chlorofil zawarty w trawie pszenicznej to nadzwyczaj skuteczny środek naturalny, zapewniający efektywne dostarczenie tlenu do komórek.

61aqtm2bzzwl._sy445_
O. H. Warburg

Warto sobie uświadomić, że pędy pszenicy, którymi zajmuje się projekt „Żywy Pokarm Nr 1”, to nie lekarstwo, wypisywane przez lekarza na recepcie ze ściśle określonym dawkowaniem. To taka sama naturalna i codzienna potrawa jak np. jabłko, marchewka, pomidor, ogórek lub sałata. Innymi słowy to produkt spożywczy, który można jeść codziennie w ciągu całego życia, w dowolnych ilościach potrzebnych ciału. Jednocześnie pszenica wyhodowana na podstawie naszej technologii posiada mocne naturalne właściwości lecznicze, zwalczające mnóstwo schorzeń, w tym raka. Udokumentowano sporo przykładów pomyślnego wyleczenia ludzi w różnych stadiach tego schorzenia. Dlatego wszystko, co trzeba zrobić dla zużytkowania tej wiedzy, to po prostu spróbować.

 

Odnośniki:

[1] Takie zjawiska, jak następstwa napromieniowania lub anomalie genetyczne naturalnie występują, lecz nie u znaczącego procentu chorych.

[2] Stąd w przeszłości wiele spekulacji na temat ich pochodzenia. Niektóre hipotezy mówiły o tym, że Hunzowie przybyli na te tereny wraz z wyprawą Aleksandra Macedońskiego, jednak badania genetyczne wykluczyły podobne podejrzenia. Nie zmienia to faktu ich wyraźnego podobieństwa do obecnych mieszkańców Europy Wschodniej.

[3] Liczbę tę należy pomnożyć przez 10, bowiem tyle wynosi zalecana dzienna dawka trawy pszenicznej dla chorych na raka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s