Wyjście z matrycy poprzez wybór zdrowego trybu życia

Dziś publikujemy wykład (film z napisami oraz tekst wystąpienia) Wiktora Jefimowa dla młodzieży gimnazjalnej. Otwiera w nim oczy na wiele spraw niebędących przedmiotem dyskusji w mediach głównego nurtu, które nie wchodzą w zakres badań oficjalnej nauki, a tym bardziej nie są częścią składową obecnego systemu edukacji w naszych krajach.

1481408067_2016-12-11_1-11-14Wiktor Aleksiejewicz Jefimow jest konceptualnym analitykiem, profesorem, doktorem nauk ekonomicznych, kandydatem nauk technicznych. Przez 10 lat zajmował stanowisko rektora Państwowego Uniwersytetu Rolniczego w Petersburgu. Z zawodu fizyk, posiada w sumie trzy dyplomy akademickie: techniczny, polityczny oraz finansowo-ekonomiczny. Jest autorem i współautorem wielu różnorodnych prac naukowych, zwłaszcza z dziedziny metalurgii, zarządzania i gospodarki, a na dodatek człowiekiem posiadającym bogate i bardzo zróżnicowane życiowe doświadczenie. Wiele lat prowadzi wykłady na temat Koncepcji Bezpieczeństwa Społecznego, szczególnie w zakresie ekonomii, socjologii, psychologii, filozofii, teologii, metodologii zarządzania, skupiając się na zagadnieniach zarządzania ponadpaństwowego, fenomenie władzy konceptualnej, problemach współczesnej kultury, podstawach bezpieczeństwa światopoglądowego w warunkach globalizacji, jak również na kwestiach trzeźwości i zdrowym trybie życia. Kilkakrotnie odznaczany nagrodami państwowymi, m. in. medalem orderu „Za Zasługi dla Ojczyzny” II stopnia, orderem „Znak Honoru”, złotym medalem Ministerstwa Rolnictwa Federacji Rosyjskiej „Za Wkład w Rozwój Kompleksu Rolniczo-Przemysłowego Rosji”.

Autor książek „Władza konceptualna: mit czy rzeczywistość?” (2002), „Elementarz ekonomiczny” (2003), „Przejrzenie” (2004), „Globalne zarządzanie a człowiek. Jak wydostać się z matrycy” (2016), będącej wznowioną publikacją pozycji „Kurs epoki Wodnika. Apokalipsa czy przeobrażenie“ (2011).

 

Przejrzenie młodzieży XXI wieku

Przyjaciele i droga młodzieży, bardzo mi miło spotkać się z wami. Przyznaję, że rzadko zdarzają się podobne spotkania. To chyba moja pierwsza taka okazja. Dziś na sali – poza waszymi opiekunami –znajdują się osoby urodzone w trzecim tysiącleciu. Czyli wszyscy urodziliście się po 2000 roku. Chcę powiedzieć, że to nie tylko astronomiczna bariera, ale też zasadniczo nowy punkt w życiu naszej cywilizacji. Chciałbym, żebyście także wy zdali sobie sprawę z tego, że przed waszym pokoleniem stoi zadanie zmienić świat. Chodzi o to, że istnieje taki punkt odniesienia, który nazywają prawem czasu lub zmianą logiki zachowań społecznych. Chodzi o to, że technologie zaczęły zmieniać się szybciej niż generacje ludzi. Pokolenia ludzkie zmieniają się każde 25 lat, a technologie wcześniej nie zmieniały się na przestrzeni stuleci. Wtedy funkcjonowały systemy wtajemniczenia: Na początku życia człowiek uzyskiwał pewną wiedzę, która starczała mu do końca życia. Zaś obecnie czegokolwiek się nie nauczymy, już po 5-10 latach nikomu nie będzie to potrzebne, bo zmienią się technologie. Dlatego w chwili obecnej zmienia się wszystko i mówimy o zmianie logiki zachowań społecznych.

Na powierzchnię wychodzi również inna kategoria elity rządzącej, inna kategoria tych, którzy realnie wpływają na rzeczywistość. I chcę wierzyć, że wielu z tutaj siedzących będzie rzeczywiście w przyszłości zmieniać świat. Dzisiejsze nasze spotkanie nazwałem „Wyjście z matrycy poprzez wybór zdrowego trybu życia” z podtekstem „Przejrzenie młodzieży XXI wieku”. Zebrano wielką ilość informacji, ale przed nami zasadniczo nowy okres, kiedy zaczyna ona realnie wpływać na los młodzieży (moim zdaniem). Tak więc jeśli mowa o przejrzeniu, porównałbym to, co zdarzy się ze społeczeństwem – z punktu widzenia socjologii, organizacji życia społeczeństwa – mniej więcej do tego, jak niegdyś w czasach Kopernika lub Giordano Bruno wszystkim wydawało się, że Słońce krąży wokół Ziemi, a jeśli ktoś twierdził inaczej, to traktowano go jako wariata  i palono za to na stosie. Tak samo dziś w sferze społecznej panuje podobna sytuacja, kiedy czekają nas odkrycia w zasadzie prostych rzeczy, których wcześniej – w związku z istniejącą piramidą i sformowaną matrycą – nie dostrzegano.

Tak więc wielu z was pewnie oglądało film Matrix (= matryca). Dlatego chciałbym teraz poprosić naszego operatora o włączenie małego fragmentu (dosłownie minutowego), by zademonstrować wam to na przykładzie Matrixa. Dlatego chciałem rozpocząć nasze spotkanie właśnie od tego wątku, Dlaczego? Film Matrix to bardzo znamienny film. Jeśli nie oglądaliście, to polecam obejrzeć. Wprawdzie użyto w nim jako aluzji pewnej formy fantastycznej, w której pokazano, jak ludzie żyją w pewnej matrycy, i zademonstrowano w nim pewne technologiczno-komputerowe sposoby, jak wydostać się z tej matrycy. W rzeczywistości to stuprocentowa analogia realnego życia, które właśnie tak wygląda. Tyle że wyjścia z niej należy dokonać nie za pomocą sprytnych technologii komputerowych, jak pokazano w filmie, lecz poprzez proste rozumienie sytuacji, zaczynając właśnie od przejrzenia, o którym wspomniałem, a którego równowartość dorównuje odkryciom Kopernika w mechanice. Początkiem tej transformacji i przemian we wszystkich dziedzinach życia społecznego mogą być najprostsze sprawy: stosunek do jedzenia, stosunek do wody, stosunek do zawartości własnego ciała, ponieważ ciało to świątynia duszy i przez to, jak traktujemy swoje ciało, zmienia się wszystko – nie tylko nasze zdrowie, ale też nasze poglądy życiowe i wiele innych spraw. Tak więc w filmie Matrix mało kto zauważył, że właśnie odżywianie i wyprowadzanie pasożytów z naszego ciała przedstawione zostały jako podstawowe sprawy. Jeśli można, to proszę włączyć i zobaczmy właśnie fragment o odżywianiu, matrycy i o pasożytach, które w nas siedzą, po czym wyjaśnimy to sobie w dalszym wykładzie. Proszę bardzo!

Zatem obejrzeliście wątek z wyciągnięciem pasożyta z ciała. Później go wytłumaczę. Wiecie, że wszystkie poważne dzieła sztuki, w tym filmy, są mocne tylko w przypadku występowania drugiej warstwy znaczeniowej. Później w trakcie wykładu wytłumaczę wam, o co tutaj chodziło. A teraz poproszę o włączenie pierwszego slajdu. Chciałbym, żebyście zrozumieli najważniejsze: Co oznacza to dumne słowo „Człowiek” (z dużej litery). Chodzi o to, że Człowiekiem nikt się nie rodzi. Chciałbym, abyście zapamiętali to na całe życie. Dowolne zwierzę w chwili jego pojawienia się na świecie zostało już zaprogramowane – piesek ma być pieskiem, a lew lwem. Ale kiedy na świecie pojawił się „człowiek Boży”, to najpierw w postaci obrazu. Zaś jaka istota pojawi się naprawdę, określa tzw. matryca, w której ją umieszczono. Z pewnością nieraz słyszeliście o Mowglim i dobrze wiecie, że jeśli wyobrazimy sobie, że rozmieszczono małe dzieci na wyspie zamieszkaną tylko przez małpy, to one będą je tam karmić i piastować, jak często robią zwierzęta. I jak sądzicie, kiedy po 10 latach powrócicie na wyspę, kogo tam zastaniecie? Jak myślicie? No tak, zwierzę. Oznacza to, że człowiek nie może zostać Człowiekiem w razie braku odpowiedniego środowiska, które robi go Człowiekiem. Dlatego przypomnę wam, że nawet w Biblii napisano tak: „A rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam.” A dalej pojawia się następująca zagwozdka: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył”. Czy zapomniał o podobieństwie? Nie zapomniał. Podobieństwa Bóg nam nie podarował; podobieństwo można albo osiągnąć, albo też nie – w ciągu swojego życia. Znalazłeś się w stadzie małp? To niestety zostaniesz małpą. Znalazłeś się w towarzystwie palących? Zostaniesz palaczem. I to nie dlatego, że od urodzenia ciągnie was do palenia, do wina itp. To dlatego, że jesteście w matrycy. I matryce te działają niestety nie na korzyść ludzi, tylko z korzyścią dla korporacji ponadnarodowych, które chcą zmienić was w plankton, na którym można zwyczajnie zarabiać pieniądze. Dlatego też nigdy nie mówię na spotkaniach o tym, że picie i palenie jest szkodliwe. To oczywista rzecz, której nie trzeba udowadniać, tym bardziej że w waszym wieku wszelkie problemy zdrowotne są dla was odległą przyszłością i nikt z was o tym nie myśli. Powinniście po prostu zrozumieć jedno: ważne zostać Człowiekiem. A Bóg dał nam rozum, tak? Potrafimy odróżnić dobro i zło. Dlatego też żyć po ludzku oznacza przede wszystkim nie szkodzić sobie. Jeśli sobie szkodzicie, to nie żyjecie po Bożemu. Ani po ludzku. Bóg podarował wam rozum i wiadomo, że alkohol czy tytoń niszczą własne ciało – świątynię duszy. Żyć po ludzku oznacza także nie szkodzić otaczającym was ludziom. Nie szkodzić stworzeniom Boskim.

Bardzo chciałbym, żebyście rozumieli, w jaki sposób jesteśmy związani ze światem zewnętrznym. Istnieje świat zewnętrzny, który nas otacza, a jesteśmy my sami. Komunikujemy się z tym światem na pewnych częstotliwościach poprzez określone kanały. Tak więc jaki kanał wybierzemy do współdziałania ze światem (kanał dobra bądź zła), przez tenże kanał świat nam odpowie. W sensie statystycznym, bowiem zdarzają się wyjątki. Kiedy wyrządzacie zło, to wcześniej czy później odczujecie to zło na sobie – poprzez tenże kanał komunikacyjny ze światem zewnętrznym. Jeżeli czynicie dobro, to wszystko się u was powoli jakoś ułoży. W związku z tym chciałbym wam doradzić bardzo uważnie traktować przypadki. Ponieważ jak kiedyś trafnie zauważył Anatole France, „przypadek to pseudonim Boga, kiedy Ten nie chce podpisać się własnym imieniem”. Bardzo uważnie przypatrujcie się przypadkom. Zdarzyło się coś przez przypadek? Coś złego? To Bóg pstryknął was w nos. Zrobiłeś coś nie tak, nie po Bożemu. Tak należy odbierać przypadki. Jeśli wszystko idzie dobrze, oznacza to, że znajdujecie się w granicach Opatrzności Bożej i Bóg wam pomaga. W odpowiednim czasie spotkacie właściwych ludzi, ktoś wam „przypadkowo” coś podpowie i wszystko wam się ułoży. I jeśli sądzicie, że Anatole France był jedyny, kto tak myślał, to się mylicie. Akurat nasz uniwersytet znajduję się w Carskim Siole (w Puszkinie) i wszystkie nasze budynki otaczają liceum Puszkina. Sam Puszkin mówi o tym następująco: „Rozum człowieka zdaniem pospólstwa nie jest wieszczem, lecz zgadulą (opuszczę kilka wierszy), ale nie dano mu przewidzieć Przypadku – mocnego, błyskawicznego oręża Opatrzności.” Dlatego jeśli człowiek nie żyje po Bożemu, to wcześniej lub później wtrąci się jakiś przypadek, i u tego, komu niby wszystko się udawało, nagle coś się zawali. Sądzi, że to przypadek, ale tak naprawdę wyczerpał dopust Boski. Dlatego mówię wam po prostu, że jeśli nauczycie się żyć po ludzku, a to oznacza też po Bożemu, to nie będziecie szkodzić sobie, otaczającym ludziom ani Naturze.

Powiem wam, dlaczego stoję dziś przed wami. Mnie także dano tę informację gdzieś 30 lat wstecz – niestety później niż wam. To szczególna informacja. I od tego czasu ani razu nie łyknąłem alkoholu, ani nie zapaliłem. Jednak do 40. roku życia żyłem nieco inaczej. Co innego moje dzieci – dwie córki i syn. Nie wyobrażam sobie, że w ciągu całego życia ktoś z nich choć raz łyknie alkoholu albo choć raz zapali. Mogę uwierzyć w cokolwiek, tylko nie w to. I nie dlatego, że im tego zabroniłem, ani dlatego, że to po prostu szkodliwe. Sami mówią, że to głupota, bo jakże można własnymi rękami niszczyć samego siebie? To nie rzecz Boska ani ludzka. I najważniejsze, kochani, to utrata podobieństwa Boskiego, utrata pragnienia życia po Bożemu, którą kształtuje się celowo, ponieważ to grunt dla dochodów korporacji zbijanych na wadach ludzi żyjących w tej matrycy. Bo jak tu nie napić się szampana w noc sylwestrową, skoro wszyscy piją? To typowa odpowiedź. Ponieważ tak działa matryca, ponieważ tak nas nauczono. Możecie mnie sprawdzić, oglądając wszystkie filmy bez wyjątków, zaczynając od pierwszego dzieła w historii kinematografii. Z pełną odpowiedzialnością oświadczam wam, że nie znajdziecie ani jednego filmu, w którym nie ma scen picia wina, palenia… Co to takiego? To właśnie matryca. Ponieważ nikt wam nie mówi: Wypij, wypij, wypij! Po prostu istnieją takie technologie. Można cokolwiek opowiadać, jednak działają tylko obrazy, które na was oddziałują. Mogą wam mówić cokolwiek: Picie i palenie jest szkodliwe, a wy możecie słuchać o tym godzinami, jednak kiedy wyjdziecie na ulicę i zobaczycie eleganckiego wujka lub kowboja na koniu z reklamy Marlboro, to działa na was obraz, a nie słowa. Dlatego bardzo uważnie traktujcie i bądźcie świadomi tego, że te obrazy formowane są celowo, by wyhodować w was wady, gdyż kasę można zbijać tylko na wadach. Na mnie nie zarobią. Odżywiam się marchewką, burakami, przeważnie warzywami. Piję tylko wodę. Herbata i kawa to niebezpieczne napoje i z zasady ich nie pijemy, ponieważ odwadniają organizm, wyprowadzając wodę z komórek. To wszystko wielki biznes – herbaciany, kawowy. A wszystko mieści się w matrycy. Bo jak to obejść się bez porannej herbatki? Dokąd nie przyjdziecie, wszędzie zaoferują wam herbatę. Dlatego chciałbym, aby nasze dzisiejsze spotkanie przebiegło nie tak, że dowiecie się czegoś nowego. Większość moich spotkań kończy się rzeczywistymi zmianami losu człowieka. Przychodzą do mnie setki listów i wszystkie rozpoczynają się tak samo: „Wiktorze Aleksiejewiczu, przed 3 laty obejrzałem pańskie filmiki. Od tego czasu nie piję i nie palę.” Mniej więcej tak. Mam własny kanał na Youtube: „Wiktor Jefimow” po prostu. Dlatego jeśli zainteresują was jakieś szczegóły, możecie zerknąć. Ale jeszcze raz powtarzam: sensem mojego wykładu nie jest bezmyślne wkuwanie, tylko dostarczenie pewnego bodźca, abyście spróbowali zmienić swoje życie.

Powiem wam, że dla naszych studentów z 1. roku studiów prowadzę lekcje wprowadzające i wielu młodych (właśnie młodych!) ludzi zmienia losy swoich rodziców. Rodzicom trudniej to wytłumaczyć. Dlatego jestem przed wami, bowiem ludzie dorośli, nawet nasz profesorski zespół wykładowców, może uczyć dowolnych ludzi, ale nie potrafi sam się zmieniać. Nie potrafi uczyć samego siebie. Oto w czym kłopot. A wy teraz dopiero się kształtujecie, dlatego możecie to zrozumieć i zaakceptować o wiele szybciej. Dlatego chciałbym raz jeszcze zwrócić uwagę na to, że bardzo trudno jest połapać się w życiu. Jeśli będziecie tylko czytać, czytać, czytać i czytać, to i tak niczego nie zrozumiecie. Oto w czym problem. Problem w tym, że najczęściej grube księgi pisane są na czyjeś zlecenie. Podam własny przykład: Przychodzę do Dumy Państwowej, gdzie leży taka książka o pożyteczności diety niełączenia. napisana przez całą masę naukowców. Przyjeżdżam tam po kilku miesiącach i na tym samym stole leży gruba książka o szkodliwości diety niełączenia. I tak na każdy temat – gwarantuję wam to – na dowolny temat zawsze znajdziecie dużo argumentów za i przeciw. Dlaczego? Bo to walka korporacji za wasze umysły, za wasze przyzwyczajenia, za wasze tradycje. I każda korporacja stara się zbić własny interes. Dlatego jeden pisze o pożyteczności mięsa, ponieważ zajmuje się mięsem, drugi mówi, że mięso jest szkodliwe. Ja również nie jestem prawdą najwyższej instancji. Ale mam już prawie 70 lat, wiele przeżyłem, dlatego poza literaturą należy zawsze mieć jakiegoś umownego „nauczyciela”, spotykać się z ludźmi, którzy posiadają własne doświadczenie, spotykać się z ludźmi, którzy nie mają innych motywacji poza pozytywnymi. Dlatego chcę wam opowiedzieć o tym, o czym opowiadam swoim dzieciom, po czym te zmieniają własny tryb życia. Nie mam żadnych innych motywów, żeby wam tu coś wciskać. Jestem tu jak dla własnych dzieci i pragnę coś wam opowiedzieć. Bowiem jeśli czegoś się dowiedziałem, zrozumiałem i schowałem pod poduszką dla swoich dzieci, a reszta niech robi co chce – za to też można doczekać się od Bozi pstryczka w czoło, ponieważ dano mi tę informację nie po to, żeby ją przekazać tylko swoim dzieciom. Dlatego powinienem ją promować w postaci, w jakiej do mnie trafiła.

Proszę bardzo o kolejny slajd. Najważniejsza rzecz, jaką powinniście zrozumieć, to fakt, że istnieją dwa rodzaje potrzeb ludzkich. Niestety mimo iż forsujemy je i w gospodarce, i w moralności, i w socjologii, to nigdzie tego nie przyjmują. Dlaczego? Bo dotyka to interesów korporacji. Jeśli prawidłowo zorganizujemy życie społeczeństwa, to nie można będzie orientować wszystko tylko na powiększenie PKB. Bo co tworzy produkt krajowy brutto? Wódka, papierosy, broń wojskowa itp. To też nabija produkt krajowy brutto. Czy może jest nam obojętne, co produkujemy? Papierosy i wódkę, albo sprzęt sportowy i żywność dziecięcą itp.? Dlatego wasze pokolenie będzie zmuszone wprowadzić w przyszłości do gospodarki i do praktyki zarządzania państwem zdecydowany podział wszystkiego, co wytwarza społeczeństwo, na dwie strefy: Pierwsza strefa zawiera demograficznie uwarunkowane potrzeby. Demograficznie w tym sensie, że istnieje podział płciowy, wiekowy (na chłopców, dorosłych, starców), czyli zgodnie z demografią należy planować, jak poprawić zdrowie, jak pomóc ludziom w rozwoju itd. To jedna kategoria. Ale istnieją też inne rodzaje potrzeb, które nazywamy degradacyjno-pasożytniczymi. Im bardziej zaspakajamy te potrzeby, tym większą szkodę wyrządzamy społeczeństwu, państwu i konkretnym ludziom. Czy to słuszne, że tylko abstrakcyjnie planujemy wzrost PKB, niezależnie od tego, w jaki sposób PKB wpływa na poprawę zdrowia naszych dzieci i całej populacji? Dlatego nie będę wszystkiego rozszyfrowywał, obrazki są dla was zrozumiałe. Należy przede wszystkim rozwijać to, co pracuje na rzecz wzrostu – jeśli już mówimy językiem półnaukowym – potencjału genetycznego nacji. Czyli każde pokolenie powinno być mocniejsze od poprzedniego. W tym celu powinno przestać istnieć to, co znajduje się po prawej stronie: orientacja na palenie, tytoń, alkohol, na narkotyki, na to, by po prostu zarabiać jak najwięcej. To pracuje przeciw społeczeństwu. Dlatego chodzi o podstawowe pojęcia. Nasze słownictwo praktycznie nigdzie nie występuje. Jeśli kiedyś gdzieś zabrzmi, wiedzcie, że chodzi o człowieka, który wychodzi z matrycy i który rozumie, czym jest życie. Zatem demograficznie uwarunkowane potrzeby pracujące na dobro ludzkości, a potrzeby degradacyjno-pasożytnicze, które niszczą osobowość i całe społeczeństwo.

Chciałbym teraz powiedzieć jeszcze o jednym. Niektórym wydaje się, że nasza szczęśliwa przyszłość to sytuacja, kiedy mamy wszystkiego coraz więcej. Kiedy wspominamy lata 60., gdy aktywnie promowaliśmy ideę komunizmu, to wszystkim wydawało się, że chodzi o sytuację, w której wszyscy posiadają mnóstwo różnych rzeczy – że masz wszystko, czego zapragniesz. Niesłusznie. Komunizm to rozwój człowieka jako osobowości. Nie ślepe zaspakajanie jego potrzeb, tylko rozwój osobowości ludzkiej. Dlaczego tak jest? Chętni mogą sprawdzić w Internecie dwuczłonowe hasło „Wszechświat 25” i szczegółowo poczytać o eksperymencie. Dlaczego Wszechświat 25? Ponieważ eksperyment ten powtarzano 25 razy przez respektowanego badacza Johna Calhouna. Na czym polegał dany eksperyment? Postanowiono sprawdzić, czego można się spodziewać w przypadku stworzenia takiego raju w postaci pseudokomunizmu, o którym wówczas mówiliśmy. Zbudowano zatem przysłowiowy raj dla myszy. Wszystko zaczynało się od tego, że wprowadzano do niego po 4 pary myszy. Tylko 4 pary myszy. Mimo iż miejsca starczało prawie dla 4 tysięcy osobników. Z tym że stworzono dla nich istotnie rajskie warunki czyli w zasadzie wszystko, o czym można tylko marzyć z punktu widzenia myszy. Było tam wszystko: ciepło, wyposażenie, czystość, dowolne jedzenie do wyboru. Wszystko o czym można marzyć – osobne gniazda itd. I obserwowano, jak dana społeczność będzie się rozwijać. Na początku myszy skakały ze szczęścia. Były bardzo towarzyskie i wesołe, bardzo szybko się rozmnażały, szybko zasiedlały te gniazda, ale długo przed zapełnieniem wszystkich miejsc, czyli dosłownie w 3., 4., 5. generacji, wszystko się zmieniało. Dlaczego się zmieniało? Ponieważ niczego oprócz konsumpcji – a myszy nie mają żadnych innych celów i nie wiedzą, dlaczego żyją, zatem żyją tylko po to, by cieszyć się z przyjemności seksualnych, konsumpcyjnych itp. Na poziomie takich instynktów zwierzęcych. I jaki był wynik? Okazuje się, że kiedy nie ma celów życiowych, to życie staje się bezsensowne. I tak stało się dosłownie już w 3. pokoleniu – chociaż nie pamiętam dokładnie, więc mogło to być też następne pokolenie… A dlaczego przeprowadzają badania na myszach? Ponieważ na myszach można zobaczyć za rok to, co w społeczeństwie ludzkim wydarzy się za 100 lat. Procesy w społeczeństwach biologicznych są zbliżone, różnią się tylko skalą. Tak więc wyszło tak, że wśród myszy zaczęły rozwijać się jakieś całkowicie niepojęte zjawiska: zaczęły się wzajemnie gryźć i walczyć, zaczęły się spory, samice przestawały żyć w zgodzie z samcami, zaobserwowano, o dziwo, homoseksualizm wśród myszy – przestano uznawać rolę samic. Później zaczęły się procesy rabunkowe. A czym to się kończyło? Za każdym razem kończyło się to całkowitą zagładą wszystkich myszy. Po prostu wzajemnie się wytępiły. Dlaczego uważam to za bardzo ważny eksperyment? Ponieważ powinniście rozumieć, że jeśli celem będzie zwyczajny konsumpcjonizm, kiedy martwicie się o to, żeby było wszystkiego jak najwięcej, to jest to błędny trop. Być może przypomnę wam pod koniec inny cytat z Dierżawina, ale na razie proszę posłuchać Dierżawina, który egzaminował Puszkina z piśmiennictwa. Mówił on:

„Moim życzeniem jest zdać się
We wszystkim na Wszechmocnego;
Za szczęściem w świecie nie ganiać,
Poszukując go w sobie samym.
Mnie zdrowie, czyste sumienie, życie w dostatku,
Dobra opinia czynią szczęśliwszym od carów.”

Mówi on o życiu w dostatku. Kiedy tylko dostatek poszerza się o rzeczy zbędne – w celu samej nieskończonej konsumpcji – to przychodzi nieszczęście i kończy się to źle.

Teraz na temat rozumienia matrycy. Tutaj powołam się na Kluczewskiego Wasilija Osipowicza i chciałbym, abyście zapamiętali jego sentencję. Kluczewski mówi o tym, że istnieją głupcy różnego rodzaju. Pierwsze linijki należą do niego, ostatnia to już tzw. mój wynalazek. Kluczewski mówi: „Istnieją głupcy pierwszego rodzaju. To ci, którzy nie rozumieją tego, co powinni rozumieć wszyscy.” Bywają tacy ludzie, którzy nie rozumieją czegoś, co jest zrozumiałe dla wszystkich. Nazywa ich głupcami pierwszego rodzaju. A są też głupcy drugiego rodzaju: „To ci, którzy rozumieją to, czego nie rozumie nikt” (z żyjących w matrycy). Czyli istnieją ludzie, którzy przywykli uważać, że jest tak, siak i owak. A są ludzie, którzy wyszli z tej matrycy i pojmują, że to podstęp, że to wszystko niesłuszne – w różnych dziedzinach życia społecznego. Jednak przez wszystkich żyjących w matrycy postrzegani są jako głupcy. Sprawdzałem to na sobie. Kiedy spotykacie człowieka, który mówi coś, co przeczy waszym stereotypom i waszym poglądom życiowym, to bardzo trudne jest zrozumieć, czy ów człowiek jest głupi i czegoś nie pojmuje, albo czy rozumie dużo więcej od was, ponieważ mówi o tym, co jest dla was niezrozumiałe. A czy mówi za mądrze albo głupio, z waszego poziomu tego nie stwierdzicie, ponieważ mówi rzeczy, które są dla was absolutnie nie do przyjęcia. Zatem wychodzi na to, że bardzo chciałbym, żebyście w danej klasyfikacji nie krępowali znaleźć się w kategorii ludzi, których wielu nie rozumie i uważa, że żyją niewłaściwie, traktując ich jak głupków. Nie powinniście się tego bać, skoro jesteście pewni siebie, znacie własną wartość i jeśli organizujecie swoje życie tak, jak kazał Bóg. Bo mam nadzieję, że wiecie, iż człowiek nie powstał z małpy, tylko został stworzony z bardzo zacnych pobudek. Mamy tutaj prawie 100 mld. neuronów. Wiecie, że długość naczyń krwionośnych samego mózgu wynosi 160 km? Dlatego jesteśmy gatunkiem specyficznym. I dlatego wprowadziłem jeszcze trzecią kategorię – głupich trzeciego rodzaju. To ci, którzy żyją w matrycy. Ich perspektywa to bycia „człowiekiem służalczym”, żyjącym tak dlatego, że tak wszyscy żyją. Oto w czym kłopot. I nigdy nie starajcie się żyć tak jak cała reszta. Taki typ budowy psychiki nazywamy „zombie-biorobot”. Dlaczego tak postępujesz? – Ponieważ wszyscy tak robią. Puszkin zresztą o takich ludziach pisał. Istnieje bowiem jeszcze zwierzęcy typ psychiki, kiedy ludzie kierują się przeważnie instynktami. A są zombie-bioroboty, które robią to co wszyscy. Istnieją demony twierdzące, że „liczę się tylko ja, dlatego zrobię tak, jak zechcę”. A być może są jeszcze ludzie rozumni, którzy w życiu kierują się przede wszystkim przejrzeniami intuicji i podpowiedziami duszy. Tak więc starajcie się być ludźmi rozumnymi, a nie takimi jak cała reszta. Można oczywiście szanować niektóre stereotypy, o ile nie przeczą fundamentalnym poglądom człowieka. Tak więc chciałem wam powiedzieć o Puszkinie i zacytować jego przemowę o ludziach, którzy może i nie posiadają zwierzęcego typu budowy psychiki, lecz jednocześnie nie są ludźmi rozumnymi, którzy żyją przejrzeniami intuicji i podpowiedziami duszy. Pewnie słyszeliście nieraz, jak mama mówi: „Sercem czuję, dusza mi podpowiada”. To prawdziwa cecha człowieka. Człowiek powinien czuć sercem i dusza powinna mu podpowiadać, jeśli żyje on w zgodzie z Bogiem i Opatrznością Boską. A o ludziach, którzy po prostu bezmyślnie naśladują pozostałych, Puszkin mówi tak:

„Błąkał się, jakby ogłuszony
Nieustającym szumem trwogi.
I tak żałobny żywot wlókł,
Ni zwierz, ni człowiek. Kto? Wie Bóg.
Ni to, ni owo; ni ktoś z ziemi,
Ni martwe widmo.”

I w ogóle bardzo dużo z tego, o czym będę mówił, jak i wiele innego na temat życia – wszystko znajdziecie u Aleksandra Puszkina. Bardzo chciałbym, żebyście zrozumieli, że Puszkin jest niezwykłym zjawiskiem mistycznym w historii ludzkości, nie tylko naszego kraju. Puszkin odziedziczył w linii matczynej wiedzę kapłaństwa staroegipskiego, zaś w linii ojcowskiej wiedzę kapłaństwa świętoruskiego. I u niego matryca ta skrzyżowała się, dlatego pojawiała się u niego taka informacja. Puszkin zawsze pisał wiersze na leżąco. I obrazy wychodzące spod jego pióra, które szybko rysował, zmieniały się w ostateczny tekst. Taka potężna matryca nim kierowała. Dlatego też każdy utwór Puszkina posiada drugi plan znaczeniowy. Podobnie zresztą jak inne poważne utwory. Czytacie np. Baśń o lisie i żurawiu autorstwa Kryłowa, ale dobrze rozumiecie, że mowa nie o lisie i żurawiu, gdyż w lisie dopatrujecie się własnej sąsiadki, a w żurawiu kogoś innego. Tak samo Puszkin, który w odróżnieniu od Kryłowa kodował nie poszczególne charaktery, tylko duże grupy społeczne ludzi. Dlatego napisał Rusłana i Ludmiłę. A Ludmiła to „lud miły” – nasz naród, jak nazwa podpowiada. Dokąd porwano Ludmiłę? Właśnie, ciekaw jestem, dlatego zapytam: Kto z was czytał Rusłana i Ludmiłę, albo chociaż przerabiał w szkole? Możecie podnieść rękę. Znacie Rusłana i Ludmiłę, tak? Z tej strony widzę więcej podniesionych rąk. Spróbujcie np. przeczytać poemat w nieco innej perspektywie. Ludmiła to lud miły – nasz naród. Dokąd w baśni porwano Ludmiłę? Do kraju gór północnych. Tak często nazywają Szwajcarię, w której często opracowywane są rozmaite scenariusze globalne. A kto ją porwał? – Karzeł z długą brodą. A broda to symbol lichwiarstwa. Jeden sadzi ziemniaki, drugi drukuje pieniądze. Później pożycza pieniądze pod procent, za który skupuje ziemniaki od pierwszego. Albo też zabiera. Broda to symbol lichwiarstwa. Rusłan, jak pamiętacie, wyzwala Ludmiłę. Znajduje miecz, który jest symbolem wiedzy i rozróżnienia. Chwyta karła za brodę, którą odcina mieczem. A cała siła karła była w brodzie. A teraz przedsiębiorstwo Hazard produkuje cukierki Rusłan i Ludmiła. Oto jak Puszkin programuje przyszłość naszej cywilizacji – Rusłan jedzie na koniu, uwalniając Ludmiłę z niewoli, zaś karzeł siedzi w jego tylnej kieszeni – nieszkodliwy i pokorny. Cała jego siła była w brodzie. Podobnie w Europie niczego nie ma – gazu, drzew, ropy, często brakuje jej rozsądnych ludzi. Dlatego to wszystko sprowadzają od nas. I dlatego przyszłość należy do nas. Ale tylko w przypadku, kiedy zrozumiecie, jak należy ją budować. Dlatego chciałbym, żebyście należycie traktowali Puszkina i żebyście zrozumieli, że Ludmiła to naprawdę lud miły. Zarecytuję wam jeszcze krótki fragment Puszkina, skoro już poruszyliśmy ten temat liryczny. Proszę spojrzeć, jak porównuje nasz lud, który zawsze był bogonośny i rozumiał, że istnieje coś nad nami – jakiś Bóg wspólny dla wszystkich na Ziemi. I zawsze nosił obraz Boga w duszy. Zaś Puszkin porównując nasz lud z innymi, pisał tak:

"Ludmiła światły wzrok unosi,
Dziwiąc i ciesząc się duszą,
Bowiem niczego wokół piękniejszego
Od siebie samej nie znajduje.
Czy to z powagą własnych oczu
Staje przed florencką Cyprydą,
Są dwie... lecz marmur przed nią
Cierpi, wydaje się, obrazę.
Pełna wyniosłych marzeń swych
W milczeniu gdy spogląda
Na obraz subtelny Fornaryny,
Albo też Madonny młodej,
Jest zamyślonym pięknem swym
Bardziej urocza od obrazu...”

I tak dalej. Widzicie sami, jak Puszkin pisze o naszym ludu. Tak więc, kochani, bardzo chciałbym, by zdaliście sobie sprawę, że dziś równolegle z tym, o czym mówimy: jak wydostać się z matrycy i jak wychować nowe pokolenie ludzi myślących i pojmujących, którzy wyszli z matrycy, prowadzone są globalne skrupulatne starania, aby nie wypuszczono was z matrycy, a wręcz przeciwnie – wyhodowano na nowy gatunek ludzki, który by niczego nie rozumiał i który można byłoby hodować jak bydło. To głównie o tym mówił szef Instytutu Kurczatowa Michaił Walentynowicz Kowalczuk na obradach Rady Federacji. Wtedy cały Internet wybuchł. Kto chce poczytać lub posłuchać więcej szczegółów, można wbić w sieci „teoria spiskowa omawiana w Radzie Federacji”. Jeśli wstukacie to hasło w wyszukiwarce, to znajdziecie tam m. in. wystąpienie Kowalczuka. Kolejny slajd pokazuje, co właściwie powiedział. Poproszę o kolejny slajd.

Mówił o tym, że obecnie przygotowana jest taka przyszłość, w której planuje się wyhodowanie nowego gatunku ludzkiego – tak zwanego człowieka służalczego (homo servus). Krótko mówiąc niewolnika, tylko w nowej postaci. Bowiem kiedy niewolnik ma na sobie obrożę i kajdany, jest bardzo niebezpieczny, ponieważ zdaje sobie sprawę ze swojej niewoli. A potrzebni są niewolnicy, którzy nie rozumieją, że są niewolnikami. I właśnie takich ludzi obecnie specjalnie próbuje się wyhodować – nowy gatunek ludzki o nazwie człowiek służalczy (homo servus). Człowiek ten powinien kształtować się zgodnie z 3 parametrami:

1) ograniczona samoświadomość, tj. nie powinien rozumieć, jak jest świat zbudowany, czyli tego, o czym wam opowiadam;

2) kontrolowane rozmnażanie – to społeczność LGBT, i w tym celu rozkręcono kolejne procesy, aby osiągnąć kontrolowane rozmnażanie;

3) tania karma, co oznacza genetycznie modyfikowaną tanią produkcję.

Oto trzy podstawowe kwestie, ukierunkowane na wyhodowanie niewolników, którzy na ogół byliby zadowoleni ze swojej niewoli. Zresztą żeby zrozumieć co nieco w życiu, poleciłbym wam poczytać zwłaszcza Iwana Antonowicza Jefremowa. To nie żaden fantasta, tylko zupełnie wyjątkowy człowiek, któremu mało kto dorównuje. Był paleontologiem, rozumiał globalną historię ludzkości, ale przede wszystkim odkrył wszystkie te wyjścia z matrycy, opisując istotę danych matryc. Napisał trzy kluczowe dzieła, które poleciłbym tym, którzy pragną zorientować się w życiu i nie zostać ludźmi służalczymi. To przede wszystkim „Godzina Byka”, opowiadająca o tym, jak nie można żyć. W Godzinie Byka właśnie opisano w manierze sci-fi planetę, którą odwiedzają astronauci z Ziemi. Na planecie znajduje się piątka ludzi, którzy wszystkim zarządzają, a oprócz nich ludzie krótkożyjący i długożyjący. Wszystkich krótkożyjących likwidują po osiągnięciu 35 lat. I to właśnie ich wykorzystują w charakterze ludzi służalczych. A w 35. roku życia wszyscy podlegają likwidacji. A długożyjący ich wyzyskują. I jak sądzicie: kiedy nasi astronauci próbują zmienić życie, kto waszym zdaniem najbardziej protestuje przeciw proponowanym zmianom? Właśnie ci niewolnicy. Właśnie ci, których w 35. roku życia unicestwiają. Ponieważ wpojono im poprzez matrycę: patrzcie na tych długożyjących, których w późniejszym wieku trapią bóle zębów i inne choroby, zaś wy prowadzicie takie szczęśliwe życie, wszystkich was likwidują i wszystko jest w najlepszym porządku. I są gotowi bronić systemu. To nazywa się faszyzmem (od słowa fascis) – kiedy młodzi ludzie bronią właśnie tych, którzy ich ciemiężą. A oni ich bronią! Tak więc to jest jego podstawowe dzieło, którego swoją drogą zakazano w czasach radzieckich. Wprowadzono zakaz publikacji tej książki. Dziś można ją spokojnie przeczytać (Godzinę Byka). O tym, jak należy żyć w przyszłości, opowiada „Mgławica Andromedy” Jefremowa. A o tym, jak wyglądała historia ludzkości, jest „Thais Ateńska”. To trzy jego podstawowe utwory. Tak więc ważne jest rozumieć takie punkty odniesienia, jak Puszkin, Jefremow.

Nie chciałbym zamieniać naszego krótkiego spotkania, przedstawiając to bardziej szczegółowo, niemniej – dla lepszego rozumienia matrycy – nie mogę pominąć priorytetów zarządzania społeczeństwem. Wydaje nam się, że rządzą ustawodawcy, władza wykonawcza i sądownicza. Oto rząd, parlament, władza sądownicza. Nic takiego! Skąd biorą się u nas ustawy? Sądzicie, że spadają z nieba? Za homoseksualizm kiedyś – za moich młodych czasów – dawali 7 lat kary więzienia, a teraz jest on spokojnie propagowany itp. Tak więc ustawy nie spadają z nieba. Ustawy są skutkiem moralności panującej w społeczeństwie. Dlatego władza sądownicza wcale nie jest samodzielna, lecz warunkuje ją światopogląd, historia, ideologia. Owa matryca posiada podstawowe parametry, za pomocą których kieruje społeczeństwem, zarządzając zarówno władzą sądowniczą, jak i prezydentami, władzą wykonawczą i władzą ustawodawczą. Najmocniejszym narzędziem jest

1) priorytet światopoglądowy. Po co żyjemy? Dlaczego właściwie przyszliśmy na ten świat? Czy człowiek powstał z małpy, czy jest Boskim stworzeniem? Jeśli z małpy, to czeka nas jeden los. A jeśli jesteśmy Boskim stworzeniem i mamy misję polegającą na odbyciu pewnej praktyki, a po reinkarnacji mamy przed sobą kolejne zadania, to czeka nas całkiem inny los.

2) Historia i chronologia: jak rozumiemy historię, tak budujemy własną przyszłość. Spójrzcie, ile jest obecnie cynicznych i jawnych kłamstw w interpretacji historii. Dlaczego? Ponieważ ten, kto panuje nad teraźniejszością, jest w stanie zarządzać przeszłością, przepisując ją. A kto panuje nad przeszłością, ten zarządza przyszłością. To jak u roślin: jaki korzonek, taka łodyżka. Jaką napisaliście historię, taką przyszłość otrzymacie. To bardzo ważne zdać sobie sprawę z tego, że historia jest przede wszystkim narzędziem zarządzania społeczeństwem celem kształtowania jego przyszłości.

3) Priorytet ideologiczny. To filmy, środki przekazu masowego, wszelakie komentarze analityków. To wszystko są narzędzia zarządzania górujące nad prezydentami, bowiem to nie prezydenci zarządzają

mediami, tylko odwrotnie. Proszę spojrzeć, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych: Wybrany prezydent demokratycznego kraju (jak lubią mawiać), a tu nagle wszystkie media tak atakują Trumpa, że jest zmuszony pójść im na rękę.

4) Priorytet ekonomiczny to właśnie ta broda, o której opowiadałem i o której Puszkin wspomina niejeden raz. Np. w fragmencie:

"I był głębokim ekonomem;
Rozprawiał o tym, jak się kraje
Bogacą, z czego żyją, jak
Produkt natury państwu daje
Korzyści, choć dolara brak."

Puszkin wprawdzie pisał o złocie, jednak teraz funkcję złota pełni dolar. Mimo to Puszkin docierał głębiej niż nasi współcześni ekonomiści. Nie potrzebujemy dolara, skoro posiadamy własne produkty naturalne. To właśnie miał Puszkin na myśli. Tak wygląda istota priorytetu gospodarczego.

Pierwsze cztery narzędzia można określić jako broń informacyjna, ale istnieją także materialne. To:

5) priorytet genetyczny, ukierunkowany na modyfikację ludzkiej genetyki; oraz

6) priorytet siłowy (broń wojenna).

Jednak użycie broni wojennej to najsłabszy priorytet, ponieważ strzelając w człowieka, uszkodzicie tylko jego, zaś stosując broń genetyczną, uderzacie w kwestie odżywiania, alkoholu, tytoniu, które niszczą przyszłe pokolenia. Czyli strzelacie nie tylko w konkretnego człowieka, ale też w jego dzieci i wnuków. Bowiem jeśli dziewczyna pali, to już nigdy nie urodzi takiego dziecka, jakie urodziłoby się, gdyby nie paliła. Jak jest w Naturze? Jeśli dzieciątko rozwija się w ciele mamy, która pali, to na poziomie instynktów naturalnych dostarczany jest sygnał, że mama żyje w komorze gazowej. Jaki ma zatem sens w kontynuowanie rozwoju? U dziecka pojawiają się już różne odchylenia w funkcjach reprodukcyjnych. Dlatego jest to najniebezpieczniejsza broń, która niszczy przyszłe pokolenia, wyrządzając poważne szkody dla przyszłości naszej państwowości. Dlatego 5. i 6. priorytet zostały opisane bardziej szczegółowo na kolejnym slajdzie. A dlaczego twierdzę, że ludzie z naszego otoczenia z zasady nie sięgną po alkohol? Ponieważ postrzegamy alkohol jako broń genetyczną, na której najwięcej zarabiają. Podam wam następujący przykład: Pamiętam, jak jeszcze w starych czasach radzieckich wódka rozlewana w butelki kosztowała wtedy 4.12 rubli, podczas gdy kiełbasa kosztowała 2.20. A rzeczywisty koszt produkcji wódki wynosił równowartość zakrętki na jej butelce. Czyli to bardzo dochodowy biznes. Jeśli zaś spojrzeć na siłowy priorytet, to dzieli się on na wiele poziomów: pistolet, strzelba, karabin, armata, rakieta… Podobnie jest z priorytetem genetycznym i tym, co pracuje w kierunku uszkodzeń genetycznych: szampan, tytoń, piwo, wódka, marihuana, heroina… Dla mnie i moich zwolenników między heroiną a szampanem nie ma absolutnie żadnej różnicy. Szampan jest bardziej niebezpieczny, ponieważ poprzez szampana wplątuje się w ów łańcuch dzieci, kobiety, dziewczyny… Można pomyśleć: co mi tam jeden szampan, co mi wino mszalne? Dlatego to takie niebezpieczne. I nie bywa tutaj dwojakiej sytuacji w sensie: należy pić tylko wytrawne, tylko białe lub tylko czerwone. Albo człowiek rozumie, że alkohol to broń genetyczna, albo tego nie rozumie. Są tylko dwie możliwości. Jeżeli ktoś tego nie rozumie i pije z umiarem, w sposób „kulturalny”, to tylko prowokuje swoich potomków do obojętności wobec alkoholu jako broni genetycznej. Ponieważ można opowiadać cokolwiek, ale kiedy widzicie, jak na Sylwestra tata z mamą wypijają lampkę wina, a tata wieczorem często po kieliszeczku wódki, to żadne słowa tu niczego nie zdziałają. Za to wy możecie zmienić swoich rodziców, mówiąc im: „Mamo, tato, a do czego wam Bozia dała tę część ciała? Z pewnością po to, abyście rozumieli, że nie warto niszczyć samego siebie. Bo po co alkoholem i tytoniem niszczyć własne zdrowie?” Rozumiałbym, gdyby za jeden wypalony papieros dano człowiekowi 100 rubli, albo za wypicie kieliszka wódki otrzymałby 300 rubli. Ale jeżeli łyknął wódki, za którą na dodatek sam zapłacił, to przepraszam bardzo, ale tego nigdy nie zrozumiem. W głowie mi się nie mieści taka logika. Często powtarzam – by nie zmyślać tu nowych przykładów, – że to jak trucie karaluchów dichlorfosem, które przynajmniej nie zrzucają się na kupno dichlorfosu. To problem tego, kto postanowił ich truć, i to on sam za to płaci. A ludzie są w stanie zapłacić za własne wytrucie, mimo że to broń genetyczna, która niszczy was i wasze potomstwo. Na dodatek tym, którzy was trują, oddajecie własne pieniądze. Przywykliśmy często mawiać: oto prezydent, oto rząd – a jak tu rozbroić tych baronów narkotykowych? Bardzo łatwo – po prostu przestać pić alkohol. To wszystko. I w ten sposób wspólnie zrujnujemy baronów narkotykowych. Przestać palić. Wyobraźcie sobie nasz kraj, gdyby przestał palić. To koniec – fabryki tytoniu splajtują. Żyją bowiem tylko dzięki naszemu nierozumieniu faktu, że ich biznes zarabia na niszczeniu naszego zdrowia. Dlatego takie podstawowe sprawy warto zrozumieć już w waszym wieku, ponieważ skorzystacie na tym, wznosząc się w dalszym życiu na całkiem nowe wyżyny.

Czeka was zasadniczo inny los i w waszym życiu wystąpią całkowicie inne „przypadki”, o których mówiłem wcześniej, cytując Anatola France’a i Puszkina. Czekają was inne „przypadki”. Znam mnóstwo przykładów. Mógłbym wam opowiedzieć o takich rzeczach… Ale niestety wszystkie przypadki są niepowtarzalne. Miałem trzech takich uczniów – nie z ławki szkolnej, tylko w życiu – którzy mieli bilety na pociąg Moskwa – Sankt-Petersburg, który, jak pamiętacie, zniszczyła eksplozja. Tak więc żaden z trzech moich uczniów nie zdążył na ten pociąg. Oto co oznaczają przypadki. Nie zdążyli z różnych przyczyn. Jeśli będziecie przypatrywać się tym „przypadkom”, to czeka was inne życie.

Podałem wam przykłady, jak działa matryca. Proszę zauważyć, że nikt z was nie sądzi, że jest kierowany. Dyskutowałem nawet z jednym mądrym człowiekiem, który twierdził, że nikt nie zmuszał go do palenia i że była to wyłącznie jego własna decyzja. Ale proszę spojrzeć na alkohol etylowy. „Alkohol etylowy to łatwopalna bezbarwna ciecz o charakterystycznym zapachu, należąca do silnie oddziałujących narkotyków, powodujących najpierw pobudzenie, a następnie paraliż układu nerwowego.” To cytat z definicji urzędowej alkoholu z 1972 roku. A teraz czytajmy dalej. W 1993 roku już wyczytamy, że „alkohol etylowy to łatwopalna bezbarwna ciecz o charakterystycznym zapachu„. – Kropka. Sądzicie, że to przypadek? Że ktoś tylko zapomniał coś dopisać? Nie. To narzędzie zarządzania, ponieważ w 1993 roku zaczęto rozwalać nasz kraj. I wtedy alkohol okazał się być nieszkodliwą bezbarwną cieczą o charakterystycznym zapachu. Poproszę dalej.

Mówiłem wam już o mózgu. Powinniście wiedzieć, co to takiego mózg. Wtedy zastanowicie się, czy warto niszczyć taki Boski system. W naszym mózgu mieści się 160 km naczyń krwionośnych. Wyobraźcie sobie 160 km! 60 miliardów neuronów, z których każdy posiada od tysiąca do dziesięciu tysięcy synaps – połączeń między neuronami. Wyobraźcie sobie taki układ. Przeciętna średnica erytrocytów czyli krwinek czerwonych dostarczających komórkom tlen, wynosi 7-8 mikrometrów. Zaś najmniejsza średnica naczynia krwionośnego jest 50 razy cieńsza od ludzkiego włosa i wynosi 8 mikrometrów. Naczynia krwionośne, w których przemieszczają się erytrocyty, mają taką samą średnicę jak erytrocyty, które po prostu wydłużają się zmieniając kształt i przechodzą. A dzięki czemu funkcjonuje mózg? Dzięki dotarciu krwinki do mózgu i dostarczeniu tlenu, którego zaczerpnięto w płucach, wymieniając go na dwutlenek węgla, który dostarczono z powrotem wraz z wydechem. Życie ludzkie to wymiana tlenowa. Kiedy tylko odetniecie drogę dostarczenia tlenu przez naczynie krwionośne, to doprowadzicie do zgonu poszczególnych mikroczęści mózgu. Tak więc kiedy alkohol znajdzie się w krwi…

Właśnie, może ktoś z was zna fizjologię odurzenia alkoholowego? Pamiętacie?

„Mój czyżyku, gdzieś ty był? 
– Na Fontance'm wódkę pił. 
Wypiłem kieliszki dwa, 
Teraz kiwie się głowa.”

Prowadziłem kiedyś program, w którym pytałem, dlaczego kiwała się głowa czyżykowi. Czy ktoś z was zna fizjologię? Co znaczy „zaszumiało w głowie”? Może ktoś z rodziców wam opowiadał? Albo nauczyciele? Co tak naprawdę dzieje się w głowie pijanego człowieka? Wiecie?

– Pod wpływem alkoholu błona erytrocytu zostaje naruszona, po czym krwinki zaczynają się sklejać.

– Bardzo dobrze.

A kto z was wie, co dzieje się podczas picia alkoholu? Proszę podnieść rękę. Prawa strona jest nieco mocniejsza, zarówno w tematyce Puszkina, jak i alkoholu. Ale to naprawdę rzecz, od której należy zaczynać cały proces edukacji i kształcenia człowieka. Ponieważ studiujemy wszystko – za wyjątkiem samego siebie. A należy rozumieć przede wszystkim samego siebie. Zatem padła tutaj prawidłowa odpowiedź: kiedy alkohol trafia do krwi, to odtłuszcza erytrocyty. A erytrocyty mają słaby ładunek ujemny. Może wam pokazywano, jak smarują pałeczkę ebonitową, paproszki odlatują, bowiem cząstki o jednakowym ładunku się odpychają. A czerwone krwinki mają ujemny ładunek, dzięki czemu wzajemnie się odpychają, przechodząc przez naczynia pojedynczo. Jednak w chwili trafienia alkoholu do krwi (jak na zdjęciu) sklejają się, tworząc efekt kiści winogron. Wtedy erytrocyty przechodzą nie pojedynczo, tylko w postaci sklejonych dużych kłębków. Jak przedstawia to prawdziwe zdjęcie. Na kolejnym slajdzie zobaczymy, co dzieje się dalej. Owa kiść płynie z dołu w górę, gdzie naczynia robią się węższe, i w nich powstaje skrzep, który powstrzymuje krążenie krwi, mimo iż twierdzi się, że po wypiciu naczynia się rozszerzają. Ale jest odwrotnie – powstaje skrzep, serce pompuje krew rozpierając naczynie, po czym dochodzi do jego pęknięcia. Skąd waszym zdaniem biorą się wylewy? Tylko z alkoholu – z powodu nadymania i pękania naczyń. A co dalej? Dalej krew przestaje docierać do obu górnych naczyń, ponieważ nie zdoła przebić się przez powstały skrzep. A co oznacza niedotarcie krwi? Oznacza to, że po 3-4 minutach te małe części ludzkiego mózgu znajdujące się u góry fizjologicznie odumierają, wskutek czego w mózgu powstaje martwa tkanka. A kiedy w mózgu powstaje martwa tkanka, wtedy właśnie odczuwamy szum w głowie. Szum w głowie to zgon pojedynczych mikrofragmentów mózgu. A czym jest późniejszy kac? Stanem, w którym obumarłe komórki odpadają od żywej tkanki i powstaje syndrom dnia następnego, kiedy boli nas z kacu głowa. Mimo iż może zabrzmieć to nieco wulgarnie, to nawet nasz teatrzyk dziecięcy wystawiał kiedyś taką sztukę, w której pokazywał, jak następnie obumarłe neurony (komórki nerwowe) skacowany człowiek wypłukuje z mózgu dzięki wzmożonemu piciu płynów, po czym ostatecznie wydziela je z organizmu wraz z moczem.

– Dlatego właśnie gotujemy rosół?

– Rosół? Nie powiem wam, bo mam małe doświadczenie z rosołem. Chodzi o to, że kiedy w mózgu powstaje martwa tkanka, to u każdego włącza się instynkt samozachowawczy. Dlatego ludzie piją cokolwiek, by wypłukać mózg, mimo iż nie zdają sobie sprawy, dlaczego tak robią. Należy po prostu jakoś wydalić z organizmu wszystkie martwe komórki. Oto erytrocyty w naczyniach – tak to wszystko wygląda: Najpierw powstaje skrzep, po czym naczynie pęka. Ciągłe mikrowylewy najlepiej demonstrują nałogowi pijacy, którzy nawet rano miewają czerwone oczy, w których wskutek zatoru pękają drobne naczynka. To prawdziwe zdjęcie naczyń z powstałym skrzepem, wskutek którego naczynie pęka. Mikrowylewy w mikronaczyniach to procesy zawsze obecne w alkoholizmie. Po nich często przychodzą potężniejsze wylewy, prowadzące nawet do zgonu. Z kolei abstynenci nie bywają lubiani. Niestety dana matryca działa tak, że jeśli nie pijesz, to jesteś albo chory, albo zdrajcą. Do niczego cię tak nie zmuszają, jak do picia: „Wypijmy za Ojczyznę, wypijmy za Stalina” itd. Nawet pieśni zachęcają do picia. Guberman napisał nawet wiersz:

"Jak ja nie cierpię abstynentów,
Wolę się bratać z pijakami.
Po śmierci abstynenci w niebie
Będą nad nami dozorcami."

Na co mówimy: nie ma gorszej roboty niż paść głupców. Nie liczcie na to, że ktoś was tam będzie nadzorować. Sami będziecie odpowiadać przed Bogiem za to, że za życia nie zdołaliście się zorientować, jak wykorzystano was do zarabiania, trując waszą genetykę. Ponieważ nasz kraj dysponuje najpotężniejszą genetyką na planecie.

Powinniście także wiedzieć coś o piwie, ponieważ moim zdaniem dobrze powiedział Oniszczenko, mówiąc „nie AIDS czy gruźlica zniszczą Rosję, tylko piwny alkoholizm wśród młodego pokolenia”. Nie znam bardziej niebezpiecznego napoju od piwa. Dlaczego o tym nie mówią? Ponieważ to kolosalny biznes i kolosalne pieniądze. To zupełnie nieprawdopodobne obroty i pieniądze. Dlatego można o tym mówić tylko w takim wąskim gronie, inaczej nikt was nigdy nie wpuści do telewizji. Ilu już do mnie przyjeżdżało – z Pierwszego kanału, NTV – i coś tam nakręcili. Ale nigdy nie pojawiło się to w TV. Wprawdzie jeden jedyny raz pojawiła się pewna reklama (nie wiem już, czy na Pierwszym kanale albo na NTV) z mojej inicjatywy, ale tylko tak przemknęła w TV, po czym szybko zniknęła. A dlaczego piwo? Ponieważ podczas łączenia słodu i chmielu powstaje substancja o nazwie fitoestrogen. Estrogen to żeński hormon płciowy, który wytwarza się w organizmie kobiety. Zaś przy połączeniu słodu i chmielu powstaje naturalny estrogen czyli ta sama substancja, tylko naturalna – niewydzielana w organizmie kobiety. Tak więc jeśli kobieta pije piwo, to system produkcji owego hormonu (estrogenu) zostaje stłumiony, w wyniku czego nabiera ona pewnych męskich kształtów – kanciastą figurę, grubszy głos itd. Natomiast jeśli piwo pije mężczyzna, to u niego przeciwnie rozwijają się żeńskie hormony płciowe, które powodują pewne kobiece zaokrąglenia w postaci brzuszka itp. Tak, również pierś, z tym że mało kto wie o tym, co zdradzę wam w sekrecie: pojawia się również laktacja. Możecie spróbować to sprawdzić na którymś z pijących piwo mężczyzn. Jeśli macie wśród znajomych miłośników piwa, wystarczy nacisnąć właściwe miejsce i pojawi się mleko, mimo iż nie zdaje sobie z tego sprawy. To podstawowe rzeczy. A dlaczego o nich nie mówią? Ponieważ to przeczy matrycy. Bowiem kiedy będziecie o tym mówić, będą was wytykać palcami: Nie lubię abstynentów. Skoro nie pije, to pewnie jest chory.

O paleniu: 1,5 mld ludzi pali. Wyobrażacie sobie te sumy pieniężne, gdyby każdy z 1,5 mld wypalił paczkę dziennie? Proszę sobie policzyć i pomyślcie, dlaczego się o tym nie mówi? A o chorobach z palenia powinno mówić się właśnie w takim kontekście jak w „Marlboro Country”. Poproszę kolejny slajd. Oto prawdziwe zdjęcie płuc człowieka niepalącego i palacza. Czasami działa to na logikę kobiecą – widzieć, jak niszczy się własną urodę, co jest wbrew naturze. Proszę o kolejny slajd. Oprócz tego, o czym już wiemy, należy stwierdzić, że dym tytoniowy zawiera mocne izotopy radioaktywne. Jedna paczka papierosów to 200 zdjęć rentgenowskich. A wiecie, że RTG starają się robić raz na jakiś czas, bo promieniowanie jest niebezpieczne. Jednak nikt nie mówi o tym, że paczka papierosów daje 200 zdjęć rentgenowskich dzięki obecności izotopów radioaktywnych. Z powodu wysokiej temperatury spalania izotopy radioaktywne i tło radioaktywne organizmu palacza są 30 razy wyższe niż w organizmie osoby niepalącej.

A teraz, kochani, poruszę kolejny ważny temat – odżywianie. Temat odżywiania jest równie matrycowy, ponieważ zawsze was będą wciągać w coś, dzięki czemu można na was zarobić. Wiecie, że wczoraj pojawiła się wiadomość o śmierci Rockefellera. Tak więc pierwszym człowiekiem, który opracował ową technologię zarabiania pieniędzy na odżywianiu, był jego dziadek, który wprawdzie tylko próbował, jednak już ojciec zmarłego ok. 1910 roku opracował technologię, której istotą jest konieczność połączenia przemysłu spożywczego, chemicznego, farmaceutycznego oraz medycyny. Czyli wszystko powinno działać jako jedna korporacja, zarabiająca na niszczeniu ludziom zdrowia. W tym celu należy ludzi najpierw karmić tak, by zachorowali, następnie odkryć lek, który usunie wtórne objawy – taki, który nie leczy, tylko daje ulgę – a następnie podłączyć do tej matrycy lekarzy. W żadnym przypadku nie chcę oskarżać lekarzy o to, że żyją w matrycy. Tak ich uczono. Zaś sam Rockefeller (jego ojciec) leczył się wyłącznie homeopatycznie. Nie uznawał i nigdy nie zażywał żadnych tabletek. Tabletki przeznaczone były dla innych. Jego założenia okazały się całkowicie słuszne. Udało mu się stworzyć biznes o wiele potężniejszy od biznesu naftowego, gazowego lub finansowego. Obecnie najpotężniejszym biznesem na Ziemi jest biznes nastawiony na niszczenie zdrowia, kiedy wszystko działa jako jedna korporacja, która najpierw nieprawidłowo karmi ludzi, później ich nieprawidłowo leczy, by ci ostatecznie skończyli na tabletkach. Dlatego jedzenie powinno być lekarstwem. I odwrotnie. Jeśli nie chcecie odżywiać się tak, by jedzenie było lekarstwem, wtedy leki staną się waszym pokarmem. Wtedy będziecie jeść tylko tabletki. Ludzie obecnie niestety żyją na tyle bezmyślnie, że z powodu własnych żądzy faktycznie niszczą naszą planetę. U Lwa Tołstoja pojawiła się nawet praca „Pierwszy stopień” w znaczeniu pierwszego stopnia wyjścia z matrycy, co zgodnie z Tołstojem oznacza przejście na inne odżywianie. Przejście na odżywianie niezwiązane z niszczeniem organizmu. Istnieje bowiem takie pojęcie, jak odżywianie gatunkowe. Każdy ma smak na coś innego. Czy powstaje u was jakiś popęd żywieniowy na widok przebiegającej kury? Raczej nie. Zaś kiedy widzicie jabłuszko lub śliwkę, gruszkę? To jest nasze odżywianie gatunkowe. Czy może sądzicie, że Bóg stworzył nas z nożem, płytą gazową i patelnią? – Nie. Bóg stworzył dla nas wszystko, czego wymaga nasze odżywianie gatunkowe. Jednak niestety nie zdajemy sobie z tego sprawy. Stąd wynika masa naszych problemów. A sposób odżywiania poważnie wpływa na mikroflorę jelitową i kwasowość organizmu. I to jest jedyne słuszne wyjście z matrycy.

Proszę spojrzeć, 80 % wszelkich chorób ma naturę pasożytniczą. Nie chodzi tylko to, że przy niewłaściwym odżywianiu gościmy w sobie pasożytów. Nie można jeść potraw zakwaszających nasz organizm. A zakwasza go praktycznie wszystko za wyjątkiem warzyw i owoców. Produkty mięsne i mleczne prowadzą do zakwaszania organizmu, w wyniku czego pojawiają się bakterie patogenne, zmieniające tło hormonalne i przejmujące dowodzenie naszym organizmem. Czyli zmienia się sam mózg, nie tylko fizjologia. Przyznam, że np. ja dosyć późno otrzymałem tę informację, z którą się z wami dzielę. Ale zdradzę wam, że przed 20 laty ważyłem około 95 kg. A obecnie ważę 75 kg. I mając 70 lat, zacząłem czuć się o wiele lepiej, ponieważ wcześniej chodziłem po lekarzach, którzy mówili mi: „Cóż, ma pan swój wiek.” Ale okazuje się, że w naszym organizmie znajdują się potężne zasoby regenerujące. Teraz jest dla was za wcześnie zastanawiać się nad tym, ale ważne jest zrozumieć to właśnie w waszym wieku, by później niepotrzebnie za to nie pokutować. I naturalnie celowo narzucana nam się niewłaściwy system odżywiania, niewłaściwy system wartości – zarówno w mediach, jak i w farmacji, artykułach spożywczych, medycynie… To wszystko działa w celach zarobkowych. Zaś pewien Nieumywakin (bardzo znana postać, przygotowująca naszych kosmonautów do lotów kosmicznych), z którym także się przyjaźnię i którego uważam za jednego z najlepszych lekarzy (posiada nawet własną klinikę), twierdzi: „Bójcie się trafić w ręce lekarzy! Nie dlatego że są źli, tylko dlatego że przebywają w niewoli własnych złudzeń [znajdują się w matrycy]. Niestety zdrowy człowiek nie jest potrzebny medycynie. Medycyna potrzebuje jak najwięcej chorych. Chory to zapewnienie funkcjonowania potężnej branży opieki zdrowotnej, przemysłu medycznego, farmaceutycznego, czyli rynku żyjącego kosztem chorych.” Dlatego powtarzam raz jeszcze: kasę zbija się na wadach. W rzeczywistości zmiana sposobu odżywiania działa kojąco nie tylko na organizm, bowiem ludzie po przejściu na odpowiednie zdrowe odżywianie całkowicie się zmieniają. Tak Lew Tołstoj propagował wegetarianizm w czystej postaci. Niektórzy twierdzą, że wtedy zawsze czegoś brakuje, jednak sam mogę wam potwierdzić, że to nieprawda. Wegetarianizm umożliwia całkowicie pełnowartościowe i stuprocentowe odżywianie. Udowodnię wam to na kolejnym slajdzie.

Na razie chciałbym powiedzieć coś o Niesmiejanowie, naszym genialnym uczonym. O czym on mówił? Często mawiamy: ludzi jest za dużo, zabraknie nam jedzenia. Ale dlaczego brakuje jedzenia? Ponieważ żywność jest wielokrotnie przetwarzana. Na Ziemię energia trafia ze Słońca, lecz energii słonecznej nie potrafimy wchłaniać, chociaż istnieją tzw. „słonkojadzi”. Mówimy o warzywach, które sycą się słońcem, po czym je można zjeść. Tak więc warzywa wchłaniają energię słoneczną, po czym robimy tak: przyprowadzamy baranka i mówimy mu: Jedz sobie to wszystko, a kiedy to zjesz, wtedy sam znajdziesz się na naszym talerzu. Jednak należy rozumieć, że kiedy cielaczek lub baranek zjada pokarm roślinny, to prawie 90 % z niego idzie na nawóz. Oto w czym problem. A jedynie mała część pozostaje. Ale kiedy zjadacie obce dla człowieka białko zwierzęce, wtedy też wam to wiele nie daje. Białko barana nie może spasować do białka człowieka. Należy najpierw to białko rozbić na części składowe – na aminokwasy, które zawiera pokarm roślinny, zaś u baranka nie może pojawić się nic poza tym, co sam zjadł. W ten sposób pogłębiamy sprawę. A tak w ogóle to do nakarmienia całej ludzkości wystarczy – zgodnie z bilansem energetycznym – tej paszy, którą przeznaczamy dla pasącego się bydła. Zaś gdybyśmy nie hodowali bydła, tylko sami odżywiali się zdrowym pokarmem roślinnym, to zebralibyśmy dostateczną ilość żywności dla całej ludzkości. Obliczyłem sprawność energii i wyszło, że z miliona kalorii energii słonecznej na wyjściu pozostaje tylko 1 kaloria. Cała reszta w procesie jej przetwarzania idzie na nawóz. Poproszę teraz o kolejny slajd.

Kto interesuje się tymi sprawami, proszę zapamiętać nazwisko. W Internecie jest obecnie wszystko szczegółowo opisane, czego wam zazdroszczę, gdyż wcześniej nie można było uzyskać takich informacji. Teraz tylko wbijacie „Ugolew Aleksander Michajłowicz” i znajdujecie szczegółowy opis. Właśnie Ugolew w 1957 roku dokonał wyjątkowego odkrycia naukowego o tak szerokim znaczeniu, że nominowano go nawet do Nagrody Nobla. Na czym polega istota jego odkrycia? Twierdził on, że Bóg dał człowiekowi jakby dwa systemy odżywiania: Można odżywiać się tak, a można też inaczej. Pierwszy system odżywiania to ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni – jemy wszystko jak leci: produkty mięsne, mleczne, roślinne… i wewnątrz nas dochodzi do rozwoju mikroflory patogennej. Ponieważ mikroflora patogenna żywi się właśnie białkiem zwierzęcym, lubując się w zakwaszonym środowisku. A wszystkie wymienione produkty zakwaszają organizm. Pojawia się pasożyt, którego – jak w filmie Matrix – ostatecznie wyciągają. Dlatego na początku pokazałem wam ten slajd przedstawiający właśnie usunięcie pasożyta. Jak już wspomniałem, 80 % chorób wywołują pasożyty goszczący w naszym ciele dzięki temu, że tworzymy dla nich wewnątrz własnego organizmu kwaśne środowisko. Zatem Ugolew udowodnił, że tak działa pierwszy układ, w którym pojawia się patogenna mikroflora, która zapycha i zakwasza organizm, wywołując procesy chorobotwórcze różnego rodzaju. Istnieje też drugi system odżywiania, w którym nie karmimy siebie, tylko karmimy tę mikroflorę, która znajduje się w naszych jelitach. W naszych jelitach, w zależności od rozmiarów człowieka, mieści się od 3 do 4 kg mikroflory, która kształtuje wszystko, łącznie z naszymi pragnieniami, myślami itp. Tak więc należy wyhodować właściwą mikroflorę, a nie patogenną, tylko zdrową mikroflorę, jaką obdarzył nas Bóg (dlatego kiedy ją definitywnie likwidujemy, to przechodzi ona do wyrostka. Wyrostek robaczkowy to nie jakaś niepotrzebna rzecz w organizmie, tylko bank przechowywania pożytecznej mikroflory.) Kiedy pożyteczna mikroflora zaczyna przeważać, to walczy ze złą na śmierć i życie. Kiedy zerkniecie na opakowanie kefiru, przeczytacie, że zawiera on pożyteczne probiotyki, które zwalczają patogenną mikroflorę. I to prawda. Cały czas toczy się walka, kto kogo przezwycięży. A kto wygrywa? Ten, kogo dokarmiacie. Jeśli dokarmiacie mikroflorę patogenną, to wygrywa ona. Jeśli dokarmiacie pożyteczną mikroflorę, to ona będzie zwyciężać. Pożyteczna mikroflora wyróżnia się tym, że wydziela ona tylko to, czego potrzebuje wasz organizm. Nie wydziela żadnych szkodliwych substancji zanieczyszczających, zakwaszających lub niszczących wasz organizm. Czyli produktem jej działalności jest tylko to, co jest wam potrzebne do rozwoju. Mikroflora ta wydziela też niezastąpione aminokwasy, które nie wiadomo czemu nazywają „niezastąpionymi”, skoro wytwarza je sama mikroflora. I produkuje ona wszystko, co jest wam potrzebne. Ale tylko w tym przypadku, gdy dobrze jej się powodzi w waszym wnętrzu. Zatem drugi układ odżywiania według Ugolewa polega na tym, że nie karmicie siebie, tylko własną mikroflorę, która z kolei karmi was sama, ponieważ produkuje wszystko, czego potrzebujecie.

Jeszcze chciałem trochę poruszyć temat sportu, abyście rozumieli, że czym innym jest kultura fizyczna, fizyczny rozwój ciała, a powinniście wiedzieć, że ręka to przedłużony mózg człowieka, i jeśli trenujecie ręce, małą motorykę, rozwijając zdolności lewej ręki do wykonywania podobnych czynności jak prawa, wykonując jednocześnie różne ruchy, to rozwijacie przez to mózg, który rozwija się właśnie poprzez motorykę małą oraz ćwiczenia fizyczne. Lesgaft badał to dosyć szczegółowo. Kiedy założycie własne rodziny i będziecie mieli dzieci, to wiedzcie, że jeśli chcecie mieć zdrowe i zdolne dziecko, zacznijcie od ćwiczeń fizycznych. Oto co leży u podstaw umysłu, talentu itd. Tak więc Lesgaft, którego imieniem nazwano uniwersytet kultury fizycznej, sportu i zdrowia, mawiał: „Szczęśliw ten, kto nie zna zapachu wina, tytoniu, kart, wszelakich deprawujących rozrywek i SPORTu”. Czyli niestety nawet ten, którego imieniem nazywano ośrodek kultury fizycznej, rozumiał, że sport, polegający na rozwoju jednej grupy mięśni, prowadzi ostatecznie do kalectwa. Zapewne wiecie, że większość zawodowych sportowców to ludzie cierpiący na starość z powodu swoich „osiągnięć”.

Chciałbym jeszcze zwrócić waszą uwagę na to, że najpotężniejszy efekt leczniczy, że tak powiem, można uzyskać ze zwykłej wody. To też wam mówię na podstawie własnych doświadczeń, bowiem zgłębiałem tę kwestię zarówno w jednym ośrodku buddystycznym, jak i w kooperacji z Syryjczykami. Technologia jest jednakowa: dwa litry wody codziennie. Jeśli zechcecie później przejść przez procedurę oczyszczenia, to użyjcie wody, wody i wody. Ale w żadnym przypadku herbaty, kawy lub kompotu. Bo jest tak: sami składamy się przeważnie z wody – w różnym wieku w różnym stosunku, dochodzi do 80 %. Tak więc do zastąpienia wody wewnątrzkomórkowej i wody w przestrzeni międzykomórkowej, potrzebna jest woda. Ale czysta woda, bowiem z herbaty nie uzyskacie ani jednej kropli, która uzupełniłaby tlen w krwi lub komórce. Wodę, która was uczyni zdrowszymi, możecie uzyskać tylko z czystej wody źródlanej. To bardzo ważne. I uczcie się rozmawiać z wodą. Odbyłem dwa spotkania z Masaru Emoto (Japończykiem), który, jak może słyszeliście, twierdzi, że woda wszystko zapamiętuje, może zapamiętywać słowa i muzykę. Po wysłuchaniu jednego rodzaju muzyki zamarza w kształcie gwiazdki, zaś gdy posłucha np. rock, to stworzy jakieś zamarznięte abrakadabra. Dlatego woda. I uczcie się z nią rozmawiać. Można o czymkolwiek. Jak kiedyś mawiano: „naszeptał na wodę”. Porozmawiajcie z nią, powiedzcie, czego od niej chcecie, po czym wypijcie. I stanie się waszym osobistym, ważnym i skutecznym lekarstwem. Możecie traktować to jako absolutne dziwactwo, ale zostało to zweryfikowane przez życie. Nie mówię wam to dla picu. I jeszcze jedna sprawa.

Wydaje mi się, że waszej generacji może uda się jakoś zmienić sytuację. W czym tkwi problem? Nasz problem polega na tym, że osłabiamy swoją genetykę tym, że w żaden sposób nie potrafimy wydostać się z matrycy megalopolis i dużych miast. Żyjemy w 20-piętrowych budynkach jeden na drugim, mimo iż na każdego z nas przypada 12 ha ziemi. Jeśli podzielicie powierzchnię kraju przez ilość ludności zamieszkującej Rosję, to uzyskacie 12 hektarów na jednego człowieka. Czyli jeśli wasza rodzina składa się z pięciu osób, to jej udział wynosi 60 hektarów. Jednak żyjemy tylko na 1 % powierzchni. Np. w USA lub Kanadzie prawie 90 % ludzi mieszka w budynkach jednopiętrowych, zaś 80 % Rosjan mieszka w budynkach wielopiętrowych. Dlaczego nie da się tego zmienić? Ponieważ to kolosalny biznes, który prowadzą spółki budowlane i banki. Proszę spojrzeć, co obecnie dzieje się w Petersburgu – wszędzie korki, bo ludzi ciągnie do natury. Proszę o kolejny slajd. Dlatego przyjdzie wam zrealizować przejście od lewego obrazka do prawego, czyli nauczyć się żyć inaczej, przechodząc od urbanizacji megalopolis do rozwoju organizacji krajobrazowo-ziemiańskiej, zwłaszcza że ziemi mamy pod dostatkiem. Z pewnością lepiej jest żyć tak, jak przedstawiono to na slajdzie, niż jak żyjemy obecnie. Nieprawdaż? Chciałbym, żeby te obrazy utrwaliły się w waszej wyobraźni, ponieważ w Petersburgu rosną genialni architekci i zdolni zarządcy, prezydenci, przewodniczący rządu. Pewnie jeden z nich siedzi teraz na sali i jeśli uda mu się zapamiętać tę ilustrację, to później może zrobić wiele, aby pokierować dalszym rozwojem kraju w tę stronę.

Jeszcze jedna nie mniej ważna sprawa (z punktu widzenia stanowienia Człowieka): A mianowicie muzyka. Tu także powinniście rozumieć chociażby podstawowe kwestie, ponieważ muzyka to potężny środek wychowawczy człowieka. W odróżnieniu od pozostałych rodzajów sztuki muzyka dociera bezpośrednio do poziomów podświadomości człowieka. Powiecie: przecież tego nie słucham. To nieważne. Jeśli gdzieś gra muzyka, to wszystko zapisuje się jak na dysku – w waszej podświadomości, po czym ta muzyka będzie wpływać na wszystko, co się z wami dzieje, i na podejmowane decyzje. Tak więc u nas w Petersburgu jest instytut naukowo-badawczy terapii muzycznej na czele z Rushelem Blavo, który mówi o tym, że „muzyka to najbezpieczniejszy środek profilaktyczny, którym można także leczyć.” Na czym polega różnica między muzyką szkodliwą a pożyteczną? Szkodliwa muzyka to taka, w której nie odczuwamy melodyki. Czyli słyszycie tylko „bum, bum, bum, bum”. Zaś pożyteczna muzyka to taka, w której słyszycie wyraźnie odczuwalną melodię, uzupełnianą przez rytmikę, która tylko podkreśla melodię. A kiedy jest rytmika, ale brak melodii, to powstaje muzyka destrukcyjna, która kształtuje krótkie wątki w ludzkim mózgu i ludzie robią się otępiali. Sprawdzano to na studentach. Jedna grupa słuchała rocka, a drugiej grupie na godzinę włączono muzykę klasyczną. Zadawano im jednakowe zadania, po czym stwierdzono, że jedna grupa nie była w stanie ich rozwiązywać, podczas gdy druga dawała sobie radę ze wszystkim. Umiejętność myślenia procesami długofalowymi jest ograniczana i zanika. Dlatego spójrzcie, co na kolejnym slajdzie mówią grupy rockowe, np. Beatles: „Nasza muzyka jest w stanie sprowokować niestabilność emocjonalną, powstanie, a nawet rewolucję.” Lub Spencer Dryden: „Bierzcie się za nich, póki są młodzi! Złamcie ich umysły!” Stąd promowanie muzyki rockowej – jako dążenie do łamania ludzkich umysłów.

Powinniście również wiedzieć, że wszystkie nasze samogłoski nie brzmią tak przypadkowo. Bowiem można pójść do lekarza, a można także w zależności od lokalizacji problemu zacząć nucić daną samogłoskę. Czyli nabieracie powietrze i z wydechem śpiewacie, dopóki starczy tchu. Jeśli cierpicie na jakąś dolegliwość, to wyśpiewanie niektórych samogłosek będzie krótsze. Na przykład krótsze „a” sygnalizuje problemy z sercem lub woreczkiem żółciowym, „i” to głównie oczy, uszy i ogólnie mózg, o” to trzustka itd. Czyli żadna samogłoska nie brzmi przypadkowo. Na kolejnym slajdzie pokażę, że wszystkie rodzaje instrumentów muzycznych oddziałują na ten lub inny narząd, dlatego najmocniejszą muzyką jest słuchanie żywej orkiestry, w której zastąpione są różne instrumenty. Wtedy muzyka powoduje harmonijne oddziaływanie na cały organizm. Zakończymy wszystko ostatnim slajdem.

Czytałem już wam wcześniej wiersze Dierżawina. Chciałbym także w sposób udany zakończyć nasze spotkanie. Jeśli macie jakieś pytania, to mogę na nie odpowiedzieć publicznie lub indywidualnie po zakończeniu wykładu. A na koniec zarecytuję wam kilka strof Puszkina, który napisał znakomity wiersz o ludziach żyjących poza matrycą. O takich ludziach Puszkin pisze następująco:

„Nie cenię zbytnio praw głoszonych w gromkim słowie,
Od których się w niejednej przewróciło głowie,
Ani nie skarżę się, że mnie możności błogiej
Walczenia z podatkami pozbawiły bogi
Lub z wojną, prowadzoną przez królewskie mości;
I mało dbam, czy prasa dosyć ma wolności
W tumanieniu bęcwałów; albo że cenzura
Powściągnie gadatliwość piszącego gbura.
Są to, proszę was, wszystko słowa, słowa, słowa.
Innej, lepszej wolności niż swoboda owa
I praw innych pożądam dla swojego trudu.
Być zawisłym od władzy, zawisłym od ludu –
Czyż nam nie wszystko jedno? Niech ich bogi strzegą.
Lecz nie mieć sędziów innych prócz siebie samego,
Sobie tylko dogadzać, dla władzy i darów
Nie naginać sumienia, karku ni zamiarów,
Włóczyć się, ile dusza zapragnie, beztrosko,
Podziwiając w naturze urodę jej boską,
A przed dziełami sztuki, dziełami natchnienia,
Drżeć radośnie z zachwytu, czułości, wzruszenia –
To szczęście! To są prawa...”

Takiego szczęścia, kochani, życzę wam, waszym rodzinom.

Bądźcie prawdziwie szczęśliwi zgodnie ze słowami Puszkina!

marzec 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s