Jedzenie dla życia czy życie dla jedzenia?

Z okazji zbliżającej się publikacji pierwszej polskiej książki Michaiła Sowietowa, autora popularnej serii filmów pt. Szkoła Zdrowia, zamieszczamy wywiad z tym popularnym lekarzem naturopatą, którego udzielił w minionym roku stacji telewizyjnej Balans TV. Sądzimy, że jest to dobra okazja do zapoznania się z jego osobą, poglądami i działalnością. Obejrzenie filmiku powinno wszystkich zainteresowanych zachęcić do nabycia publikacji książkowej, która niebawem ukaże się dzięki staraniom Wydawnictwa AST. W niej polscy zwolennicy zdrowego trybu odżywiania będą mieli okazję zgłębienia nietuzinkowej wiedzy oraz doświadczenia Michaiła Sowietowa, jednego z nielicznych doktorów nauk medycznych, naturopaty i frutarianina w jednej osobie.

Dla preferujących słowo pisane podajemy poniżej translację wywiadu. Osoby chcące obejrzeć filmik z kolei prosimy o włączenie napisów.

 

Tekst wywiadu

Dzień dobry! W studio Inga Gonczarowa, kontynuujemy cykl audycji „Bądź zdrów”. Dziś gościmy doktora urologii, naturopatę, lekarza z 15-letnią praktyką, zagranicznym stażem, witarianina z dużym doświadczeniem oraz praktykującego jogina, Michaiła Sowietowa.

– Witamy pana!

– Dzień dobry!

– Miło mi widzieć pana w studiu „Balans TV”.

– Dziękuję bardzo!

– Porozmawiamy dziś na temat leczniczej siły potraw. Ale na początku chciałabym się dowiedzieć, jak to się stało, że pan z dziedziny urologii, będąc cenionym i wziętym specjalistą, przeszedł do sfery zdrowego odżywiania i zajmuje się pan teraz – o ile wiem z oglądania pańskich filmików – tym, że za pomocą prawidłowego odżywiania pomaga pan ludziom pozbywać się różnorodnych schorzeń.

– Tak, to prawda. Złożyło się tak stopniowo. Pracowałem jako lekarz i, moim zdaniem, całkiem nieźle, nie mając żadnych problemów z powodu swojej pracy. Równolegle z tym zajmowałem się samorozwojem. I w pewnej chwili w tym kontekście zetknąłem się z tematem zdrowego odżywiania. W tym czasie miałem coś ponad 30 lat. Do tego czasu, będąc lekarzem, nigdy nie zastanawiałem się nad kwestiami odżywiania, jadłem wszystko, jak leci, lubiłem sobie pojeść. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę pod tym względem cokolwiek zmieniać. Jednak kiedy uprawiałem rozmaite praktyki energetyczne, w których chciałem się rozwijać, osiągać postępy i rezultaty, natrafiłem na informacje o tym, że wszystko to można znacznie przyspieszyć, zmieniając swoje odżywianie – zaczynając inaczej jeść. Z początku mnie to nawet trochę zaszokowało, później pomyślałem: Cóż, trzeba wypróbować, ponieważ dopóki nie spróbuję, to się nie dowiem. Obiecywać można cokolwiek, ale dopóki człowiek sam nie sprawdzi, nie dowie się. Zatem postanowiłem spróbować i rzeczywiście po jakimś czasie zobaczyłem, że to działa. Z początku nie miało to żadnego związku z moją pracą. Ale po pewnym czasie – gdzieś po 2-3 latach – zrozumiałem, że to, czym zajmuję się w swojej pracy, i to, jak leczę innych ludzi, można robić o wiele skuteczniej, tylko należy to robić za pomocą całkiem innych metod. Jednocześnie muszę powiedzieć, że w swojej pracy zawsze dążyłem do uzyskania pozytywnych rezultatów moich działań, a nie tylko do chodzenia do pracy, żeby siedzieć tam od godz. 9 do 16. Zawsze dążyłem do pomagania ludziom, do wyleczenia moich pacjentów, pomagając im powrócić do zdrowia. Zrozumiałem, że medycyna konwencjonalna ma pewien próg, których nigdy nie przekroczę. Można bowiem wielokroć pozbawiać człowieka objawów, ale jutro najprawdopodobniej znowu do mnie powróci. I nic z tym nie zdołam zrobić. A tu dostrzegłem całkiem realną możliwość przywracania zdrowia pacjentom. W mojej głowie przebiegła wówczas mała rewolucja, ponieważ trudno było poukładać te dwie światopoglądowo odmienne dziedziny w jednej głowie. Przez jakiś czas próbowałem łączyć te dwie sprawy, zajmując się równolegle jedną i drugą naprzemiennie. Niespecjalnie się to udawało. Aż pewnego dnia postanowiłem, że nie chcę się dalej zajmować medycyną konwencjonalną, tylko chcę pracować z ludźmi w nowy sposób. Z mojej strony była to dość stanowcza decyzja. Mimo to ją podjąłem i wszystko to zrealizowałem. A obecnie już wiele lat zajmuję się naturopatią, nie mając już nic wspólnego z oficjalną medycyną.

– Ciekawe. Mówi pan, że medycyna oficjalna posiada pewne ograniczenia. A czy ta metoda, którą pan praktykuje jako naturopata, może pana zdaniem uleczyć dowolne schorzenie, jeżeli człowiek będzie przestrzegał pańskich zaleceń, prowadząc odpowiedni tryb życia, zalecany przez naturopatię?

– Najważniejsza różnica, jaką dostrzegam między tym, czym zajmowałem się wcześniej w ramach medycyny oficjalnej a tym kierunkiem, który praktykuję obecnie, polega na tym, że podstawowy kierunek działań zwykłej medycyny skupia się na usuwaniu objawów choroby. Nigdy nie zastanawia się nad przyczynami schorzeń. Jeśli człowiek zachoruje, zadaniem lekarza jest usunięcie objawów choroby. Jeśli występuje gorączka, przepisujemy środek przeciwgorączkowy. Doskwiera ból głowy? Przepiszemy tabletkę na ból głowy. Nikt nigdy nie głowi się, dlaczego podniosła się temperatura, dlaczego pojawił się ból głowy… Co zrobić, żeby później nie podwyższyła się temperatura i nie pojawił się ból głowy. Nie. Temperatura minęła, człowiek jest zdrowy, wraca do pracy. Wszystko z nim dobrze. A kiedy następnym razem przyjdzie z gorączką, podamy mu znów tabletkę. Właśnie na tym polega owo ograniczenie. Bowiem usuwając objawy bez likwidowania przyczyn nigdy nie pozbawimy człowieka choroby i nigdy nie sprawimy, żeby naprawdę wyzdrowiał. Z kolei w mojej dyscyplinie najważniejszym zadaniem jest zrozumienie i – na ile to możliwe – usunięcie przyczyny choroby. Objawy interesują mnie wcale nie w pierwszej kolejności. I nie zawsze mam możliwość pomóc człowiekowi od razu pozbyć się objawów. Dlatego kiedy zwracają się do mnie ludzie w ciężkim stanie, kiedy trzeba im pomóc od razu, to nawet dziś nie pogardzę możliwością wykorzystania jakiegoś leku, ponieważ leki naprawdę mogą obniżyć gorączkę, złagodzić ból głowy… I nie zawsze są do dyspozycji alternatywne metody medycyny naturalnej. Ale wszystko co dotyczy pracy z przyczynami chorób, to skuteczna może być tylko w ramach mojej nowej specjalizacji, ponieważ medycyna konwencjonalna nie tylko nic na ten temat nie wie, ale nawet nie stawia sobie takiego zadania. A skoro nie stawia takiego zadania, nikt o tym nie myśli, brak jakichkolwiek badań i danych na ten temat, to jest to zwyczajnie zawiła sprawa. Dlatego uważam, że teraz wiem o ludzkim zdrowiu o wiele więcej niż zwykli lekarze, działający pod wpływem światopoglądu medycyny konwencjonalnej.

– Aż chce się ze zniecierpliwieniem zapytać: Co zmieniło się w pańskim życiu w porównaniu z poprzednim życiem? I co polecić zwykłemu człowiekowi, który nigdy nie zastanawiał się nad tym, co powinien zmienić w życiu, tylko po prostu zażywał tabletki, które działały? Teraz obejrzy nasz program, po raz pierwszy zobaczy pana, przekona się, że lekarze naprawdę zmieniają swój stosunek do przyczyn schorzeń, i zada sobie pytanie: Co robić? Do czego zmierzać? Od czego zacząć?

– Tak, rozumiem. W sumie wszystko zaczyna się od tego – a widzę to na przykładzie ludzi, którzy teraz do mnie trafiają, że wyróżniają się przede wszystkim tym, że od pewnego czasu wzięli na siebie odpowiedzialność za własne zdrowie, mimo iż od dzieciństwa uczono nas, że nasze zdrowie jest w rękach jakiegoś pana doktora. Kiedy chorujemy, idziemy do niego, bo takie jest nasze zadanie, a cała reszta to jego sprawa. Dalej już problemami zajmie się pan doktor, który będzie winny, jeśli coś się nie uda, a chojrakiem, jeśli wyzdrowiejemy. Obecnie na świecie panuje taka sytuacja (w sensie ogólnym, a w medycynie szczególnie), że zwykłe metody tradycyjnej medycyny bardzo często nie działają. Na tyle zmieniła się już natura chorób. I medycyna obecnie właściwie dopiero zaczyna powoli rozumieć owe zmiany, gdyż stare sposoby już nie działają. O ile wcześniej w niektórych chorobach można było podać pacjentowi antybiotyk i ten wyzdrowiał, to obecnie przy tej samej chorobie podaje się antybiotyk, lecz pacjent nie zdrowieje, tylko mu się pogarsza. Dlatego podaje mu się 10 kolejnych antybiotyków, po czym jest jeszcze gorzej.

– Na dodatek ludzie uodparniają się na antybiotyki, dlatego lekarze kombinują z różnymi odmianami.

– Lecz antybiotyk to tylko oddzielny problem, wpisujący się w ogólny stan rzeczy. Bowiem w ostatnich latach zmieniło się tego sporo. Wielu ludzi spotyka się z tym, że taki system „Kiedy chorujemy, idziemy do lekarza, który nas leczy, po czym wracamy do zdrowia”, nie działa. Zachorujemy, idziemy do lekarza, który nas leczy, jednak nie wracamy do zdrowia. Wtedy idziemy do innego lekarza, który również nie pomaga. Dlatego idziemy do trzeciego, piątego, dziesiątego… Trafiają do mnie ludzie, którzy odwiedzili 10-20 różnych specjalistów, z których żaden nie pomógł. Miałem okazję pracować z ludźmi zamożnymi, których stać było na dowolną klinikę na świecie, i jedną też odwiedzili, lecz mimo wszystko zwrócili się do mnie, ponieważ nigdzie nie znaleźli pomocy, z uwagi na fakt, iż cały ten system jest ograniczony właśnie owym światopoglądem medycyny konwencjonalnej. Co pozostaje człowiekowi w takiej sytuacji? Zawsze mamy wybór. Można unieść ręce do góry i powiedzieć: Jestem chory, nikt z tym nic nie może zrobić, tym bardziej ja nie zdołam sobie pomóc. A są ludzie, którzy wtedy mówią: Skoro pan/pani nie może mi pomóc, będę szukał kogoś, kto zdoła pomóc. I faktycznie szukają. I prędzej czy później znajdują niekoniecznie mnie, ale kogoś pomocnego. Ale najważniejsze, co dzieje się wtedy w głowie człowieka, to fakt, że teraz zaczyna on mówić: To mój problem. Teraz mówi: To moje zdrowie, którym teraz będę zajmował się osobiście i ja będę decydował. Wy tam sobie studiujcie na wydziałach, żeby mi powiedzieć, co mi dolega, ale ja sam decyduję i dociekam, co się dzieje, dlaczego zachorowałem, i robić, żeby wyzdrowieć, ponieważ nikt z was nie wie, co robić, żeby wyzdrowieć. Obecnie takie sytuacje zdarzają się bardzo często. Ta chwila, w której należy wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie, wymaga niezłej siły charakteru. Co innego powierzyć własne zdrowie wszystkim tym wielkim panom w białych płaszczach, którzy mają za sobą lata nauki oraz rzeszę profesorów, akademików, laboratoriów, stosy rozmaitych badań itp., a inna sprawa polegać na samym sobie – na tym, co sami wiemy, rozumiemy, umiemy, i na niczym innym. Lecz dopóki tego człowiek nie zrobi, nigdy nie będzie robił czegoś, co sam uważa za słuszne, tylko ciągle będzie robił coś, co mu zalecą inni. A to nie zawsze działa. Zatem dla mnie początkiem tej drogi jest moment, od kiedy człowiek bierze odpowiedzialność za własne zdrowie w swoje ręce. Przytoczę następujący przykład: Zwrócił się do mnie młody człowiek z rakiem, który przeszedł – o ile pamiętam – 16 lub 17 chemioterapii. Te mu nie pomogły. Rak rozwijał się tak samo jak przed zabiegami. Zaproponowano mu kolejną chemioterapię. Przychodzi do mnie i mówi: Przeszedłem 17 chemioterapii, a proponują mi 18. Jednak nie pójdę na 18. chemioterapię, ponieważ wiem, że skoro nie pomogło mi 17, nie pomoże kolejnych 17. Dlatego na nią nie pójdę. Sam będę próbował zwalczyć raka. Chodzi o samą liczbę. Ktoś zrozumie po pierwszym lub drugim razie, inny po trzecim, temu chłopakowi potrzebne było 17 zabiegów, inny potrzebuje 30-50. Chodzi o to, że prędzej czy później człowiek zrozumie, że albo zajmie się sobą sam, albo nie zajmie się nim nikt.

– To trudne: z powodu presji ze strony społeczeństwa, szczególnie krewnych i bliskich, kiedy człowiekowi postawiono poważną diagnozę i ten stoi na granicy życia i śmierci. Będąc w bardzo poważnej sytuacji, niełatwo zaufać czemuś nieznanemu. Człowiek i tak nie wie, dokąd trafi, gdyż o jego losie decydują lekarze. A tu proponują mu zwrócić się do człowieka, który być może coś tam wie, tylko niełatwo podjąć właściwą decyzję. Nie wie, która opcja będzie bardziej skuteczna. Trzeba zacząć od przyznania, że społeczeństwo nie daje nam takiej wiedzy: w przedszkolu, w szkole, na studiach lub w innych instytucjach społecznych. Mówi nam się: Zjedz Snickersa, a będziesz szczęśliwy!

– Tak, to wszystko prawda.

– Z kolei malin czy marchewek niestety się nie reklamuje. Mimo to pragnę się zorientować. Przed przyjściem do programu obejrzałam kilka pańskich filmików, w których pan dość szczegółowo opisuje, jak zmieniać odżywianie, od czego zaczynać, co pozostawiać w diecie… Że należy jeść więcej surowych warzyw, owoców i zieleniny. A co w przypadku, gdy człowiek cierpi już na jakieś poważne schorzenie, lecz mimo wszystko postanawia się tym kierować, jednak jego stan się pogarsza. Czyli jest mu jeszcze gorzej. Co robić w takich sytuacjach?

– To jest akurat największa część mojej pracy, ponieważ najczęściej przychodzą do mnie ludzie, u których naturalnie nie wszystko jest OK, a raczej tacy, z którymi już wcale nie jest dobrze. Często przychodzą ludzie w ciężkim stanie. A skoro są w ciężkim stanie, oznacza to, że z ich problemami zwykła medycyna nie potrafi się uporać. Oczywiście od razu nasuwa się pytanie: Co robić z takimi ludźmi? Najważniejsze jest zrozumienie istoty zachodzącego procesu – zrozumienie, co dzieje się z człowiekiem. W moim pojmowaniu wszystkie choroby można podzielić na dwie kategorie:

a) choroby, które są odzwierciedleniem procesów oczyszczania organizmu,

b) choroby, kiedy można mówić o tym, że w organizmie coś się popsuło.

Np. zwykłe przeziębienie to stan, w którym w oskrzelach człowieka zebrało się dużo śluzu, czemu towarzyszy podwyższona temperatura wraz z nieprzyjemnymi objawami, i śluz ten wydostaje się z oskrzeli. Wiadomo, że chodzi o proces oczyszczania, ponieważ jeśli śluz nie będzie wychodził, tylko pozostanie w oskrzelach, to oskrzela wkrótce mogą przestaną pracować. Z kolei np. zawał, kiedy w naczyniach sercowych pojawiły się blaszki, które zatkały światło danych naczyń, wskutek czego mięsień sercowy nie otrzymuje dostatecznej ilości krwi, to już przykład schorzenia, kiedy coś się popsuło i nie pracuje normalnie. O żadnym oczyszczaniu przy zawale nie ma mowy, to typowe zaburzenie pracy i funkcji narządu. Dlatego kiedy przychodzi do mnie pacjent, najpierw należy zrozumieć i wytłumaczyć temu pacjentowi, co się z nim dzieje i czym są jego objawy. Bowiem wiele tzw. chorób to właśnie proces oczyszczania, i w zdecydowanej większości przypadków właśnie tak jest. Należy wtedy wytłumaczyć człowiekowi, że odczuwane dolegliwości go nie zabijają, tylko przeciwnie – leczą go. Dlatego też nie stawiamy sobie zadania ich całkowitego zablokowania. Naszym zadaniem jest zawsze poprowadzenie danego procesu tak, aby człowiek czuł się w miarę znośnie, nie męcząc się ani nie cierpiąc z powodu bólu lub innych nieprzyjemnych objawów. Przynajmniej nie powinniśmy całkowicie usuwać lub blokować tych objawów, wręcz przeciwnie – należy dać organizmowi możliwość doprowadzenia się do porządku i po prostu zaczekać na rezultat tego procesu. Jeśli zaś mowa o poważnym zaburzeniu funkcji, to oczywiście należy zrobić wszystko, żeby jak najszybciej wszystko odbudować, na ile to możliwe. Dalej już wraz z rozumieniem tego procesu życie staje się o wiele łatwiejsze, ponieważ co innego sądzić, że skoro boli nas głowa, to jutro możemy z tego bólu skonać, a co innego rozumieć, że dziś wprawdzie boli nas głowa, ale jutro ból minie i wszystko będzie dobrze. Przy takim nastawieniu ból będzie odczuwany całkiem inaczej. A dalej, rzecz jasna, robimy wszystko, żeby dalej głowa bolała coraz mniej, na ile to możliwe i na ile się udaje. Dlatego jestem wielkim zwolennikiem myśli, żeby ludzie zajmowali się sobą sami. Absolutnie nie namawiam wszystkich do tego, aby przychodzili leczyć się do mnie. Przeciwnie, właśnie po to nakręciłem cykl Szkoły Zdrowia – żeby opowiedzieć ludziom, jak mogą sami doprowadzić się do porządku. Przynajmniej póki sprawy nie zaszły za daleko – prowadząc do bardzo poważnych sytuacji, tylko do stanów, w których dolegliwości można naprawić. Wtedy człowiek powinien sam się zorientować, co się z nim dzieje. Dlatego na początku Szkoły Zdrowia powiedziałem, że każdy powinien zostać sam dla siebie lekarzem naturopatą, ponieważ najprawdopodobniej nikt inny nim nie zostanie.

– A jak można się zorientować, czy doskwierające nam objawy to skutek oczyszczania, czy chodzi o awarię? Załóżmy, że mówimy teraz o czymś strasznie poważnym, np. o schorzeniach onkologicznych lub o innych nieodwracalnych procesach. Czy można samemu zorientować się – z punktu widzenia wiedzy naturopatycznej?

– Wiedza naturopatyczna właśnie stara się dane sprawy wyjaśnić (na ile to możliwe). Nie zawsze łatwo się połapać. Nawet dla mnie nie zawsze jest od razu zrozumiałe, czy chodzi o proces oczyszczania, czy o uszkodzenie. Naturalnie zebrałem już jakieś doświadczenie, dlatego często mogę pojąć, w jakim kierunku dana sytuacja będzie się rozwijać i do czego prędzej czy później doprowadzi. Pomaga już ogólna wiedza i pojęcie o tym, jak dochodzi do zanieczyszczania organizmu, jak ciało się oczyszcza, lub nawet pojęcie o tym, jak funkcjonują układy wydalnicze. Prosty przykład: pryszcze na skórze. To niekończący się problem, który dotyczy wszystkich, gdyż mało kto nie spotkał się z nim w swoim życiu. Niektórym problem ten dokucza często i bardzo z tego powodu cierpią. Tak więc zwyczajne rozumienie tego, że skóra jest układem wydalniczym, która w przypadku prawidłowego wykonywania swojej funkcji oczyszcza organizm z czegoś złego. Z czego konkretnie? Z nagromadzonego śluzu. Skąd wziął się ten śluz? Z jelit, ponieważ jelita praktycznie wszystkich współczesnych ludzi są tym śluzem zapchane i pracują wolno, nie mogąc wydalać cały śluz, dlatego ten wchłania się do krwi. Skąd bierze się śluz w jelitach? Z tego, ludzie spożywają bardzo dużo potraw śluzotwórczych, zapychając nimi własne jelita, przez co resztki nie mogą prawidłowo wychodzić na zewnątrz, zaś jelita oczyszczać się w sposób normalny. Takie ogólne pojęcie o danych procesach nie jest zbyt skomplikowane i nietrudno to zrozumieć. A kiedy człowiek to wszystko rozumie, to kiedy wyskoczą mu na skórze pryszcze lub kiedy dopadnie go przeziębienie, będzie wiedział, że chodzi o proces wyprowadzania tego samego śluzu, tylko przez inny układ wydalniczy. Wtedy już nie będzie przerażony z powodu tego, że nie wie, co się z nim dzieje. Będzie wiedział, skąd pojawiły się pryszcze na skórze lub przeziębienie: może przez to, że w ostatnim czasie najadł się nieodpowiednich dań, i to dlatego jelita się zapchały. Najciekawszy jest fakt, że w danej sytuacji należy zająć się w pierwszej kolejności nie tymi miejscami, które najbardziej cierpią, tylko przyczynami danych objawów. Zastanowić się nad odżywianiem: nad tym, jak mniej zaśmiecać swój organizm śluzem. Pomyśleć o pracy jelit, żeby te szybciej pozbywały się tego śluzu. A dopiero później pomyśleć o miejscach, które w trakcie danego procesu doznały jakiegoś uszczerbku. Na tym właśnie polega moja obecna praca. Kiedy o chodzi o proste sytuacje, to ludzie sami mogą się w tym łatwo połapać. Oczywiście zdarzają się skomplikowane przypadki, kiedy nawet mnie jest trudno się zorientować. Ja również nie znam wszystkiego na świecie. Tak więc zdarzają się podobne przypadki, w których nie od razu wiadomo, co się dzieje.

– Jakie produkty uważa pan za najbardziej niebezpieczne? Mówił pan o potrawach śluzotwórczych. I jak może pan wytłumaczyć paradoks, że jeden człowiek je dane produkty i wszystko z nim dobrze, a drugi człowiek zje kawałek i od razu zaczyna z niego wychodzić cały śluz w postaci pryszczy, wysypek, przeziębień? Czy chodzi o różną odporność, czynniki genetyczne? Jak można to wytłumaczyć?

– Obecnie śluz wcale nie jest najgorszy ani najbardziej niebezpieczny. Współczesne potrawy bywają naszpikowane ogromną ilością toksyn, które są w rzeczy samej prawdziwymi truciznami zabijającymi ludzi. To o wiele większy problem niż śluz. Gdyby zanieczyszczenie powodował tylko śluz, moja praca byłaby nieporównywalnie łatwiejsza, a ludzie czuliby się nieporównywalnie lepiej. Jedyne co robi śluz, to tylko przeszkadza: zbierając się w organizmie, zaczyna utrudniać mu życie. Gromadząc się w oskrzelach, zapycha je, oskrzela nie działają, dlatego trzeba pilnie wszystko wykaszleć i wysmarkać. Zaś toksyny to substancje mikroskopijne, które aktywnie uszkadzają i niszczą te tkanki i komórki, z którymi się stykają. Toksyny te sprawiają o wiele większy kłopot, ponieważ prowadzą do znacznie poważniejszych procesów w organizmie. Mimo to we współczesnych potrawach znajduje się ogromna ilość takich toksyn. Wystarczy sprawdzić skład dowolnego produktu sklepowego. Można się przekonać, że poza kilkoma zrozumiałymi składnikami (o ile w ogóle wchodzą w skład produktu), takich jak mleko, mąka itp., znajdziemy tam dużą listę takich składników produktu, których nazw nie znamy i nie rozumiemy. Nie można ich znaleźć nigdzie w naturze: nie rosną ani na drzewach, ani nie biegają po ziemi. Nie wiadomo, co to takiego, i trzeba to sprawdzać. Zawsze wszystkim mówię: jeśli wyczytaliście w składzie produktu coś niezrozumiałego, czego nie rozumiecie, to po prostu tego nie jedzcie, ponieważ to nie jedzenie. Z jedzeniem nie ma to nic wspólnego. Kiedy wcześniej rozmawiałem o tym ze zwykłymi ludźmi, zwracałem ich uwagę na skład produktu: W przypadku obecności dodatków chemicznych nie jedzcie go! Po czym odpowiadali: W takim razie w ogóle nie będziemy jedli, ponieważ innych produktów lub innego jedzenia nie ma. Jak to nie ma? Można sięgnąć po najprostsze produkty: warzywa, owoce lub inne najprostsze produkty wyjściowe. Oni na to: No nie, to zbyt nudne tak się odżywiać. Mówię: Sto lat temu nie było to nudne, sto lat temu nie było innych produktów, ludzie je spożywali, wszystko było OK, a teraz się okazuje, że to nudne. Cóż… W moim przekonaniu początek uzdrawiania organizmu zawsze zaczyna się od tego, że doprowadzamy swoje odżywianie przynajmniej do stanu naturalnego. Naturalnego czyli takiego, jak wyglądało odżywianie gdzieś sto lat temu.

– W pierwotnej postaci?

– Tak.

– Bez dalszej obróbki?

– Dokładnie. Czyli żeby nikt nie przyrządzał za nas potraw, tylko robiliśmy to sami, przyrządzając dania z najprostszych, zrozumiałych, poczciwych składników. I według możliwości z najbardziej naturalnych składników. Dlatego obecnie należy robić jak najwięcej, żeby dążyć właśnie do takiego odżywiania. Takie odżywianie wystarczy, nawet jeśli nie będziemy mówić o innych ograniczeniach dietetycznych, powracając tylko do spożywania naturalnych produktów, które sprawiały, że wcześniej ludzie dożywali do 80, 90, 100 lat. Obecnie przy współczesnym trybie odżywiania, z potrawami naszpikowanymi chemicznymi produktami, bardzo często ludzie dożywają 20-30 lat. To bardzo dobrze ilustruje, jak właśnie odżywianie wpływa na zdrowie. Trzeba powiedzieć, że dziś medycyna starannie udaje, że problemy te nie istnieją i że nikt tego nie dostrzega. Bardzo prosty przykład: Cała ta chemia pojawiła się w produktach 20-30 lat temu, jeśli chodzi o jej powszechne występowanie na świecie. W tym samym czasie doszło do bardzo mocnego wzrostu liczby schorzeń onkologicznych na całym świecie. O ile wtedy te znajdowały się na 20.-30. miejscu wśród przyczyn zgonów, to obecnie plasują się już na 2. miejscu, ubiegając się aktywnie o wyjście na 1. pozycję. Czy ktoś z lekarzy wskazał przyczynę takich następstw? Nikt o tym rzeczowo nie mówi. Wszyscy to rozumieją. Jeśli poczytamy więcej na temat dowolnego chemicznego składnika produktu, sprawdzając informacje o jakimkolwiek z nich, dowiemy się, że posiada właściwości rakotwórcze, czyli powoduje powstawanie komórek rakowych. W związku z tym, że ludzie zaczęli spożywać dużo takich produktów, atakują ich guzy nowotworowe, a współczesna medycyna udaje, że między tymi rzeczami nie ma żadnego związku. Dlatego to jeszcze jeden powód, by zajmować się własnym zdrowiem samodzielnie.

– Mówi pan o toksynach, jednak podstawowa dieta według pana to warzywa i owoce, jeśli dobrze rozumiem. Ale warzywa i owoce, jak nas dziś straszą, nie są najlepszej jakości. Importowane, z pestycydami… Niedawno nawet słyszałam, że właśnie te pestycydy są dużo bardziej szkodliwe, ponieważ działają negatywnie na cały organizm, nawet na układ nerwowy. Co z tym robić? Gdzie człowiek starający się prowadzić zdrowy tryb życia znajdzie jakościowe produkty? Nie dla wszystkich są one dostępne nawet pod względem finansowym.

– No tak, to prawda. Jednak osobiście jestem lekarzem praktykiem. To oznacza, że coś robię, obserwuję, jak to działa, po czym wyciągam odpowiednie wnioski. Wielokrotnie słyszałem dywagacje na temat, że warzywa i owoce mają bardzo niską jakość, że zawierają bardzo mało składników odżywczych, ale za to znajdziemy w nich masę rozmaitych trucizn itp. Naturalnie wszystko to słyszałem wiele razy. Ale na własne oczy widzę, że kiedy ludzie zaczynają odżywiać się przeważnie warzywami i owocami, nawet współczesnymi – kupowanymi w zwykłych sklepach i w zwykłej postaci (sam zresztą tak robię; nie wyszukuję specjalnych produktów, robiąc zakupy w zwykłych sklepach), to zdrowieją. W większości przypadków ich zdrowotny stan się poprawia. Oczywiście nie od razu i nie gwałtownie. To długa i niełatwa droga z różnorodnymi zaostrzeniami. Jednak ostatecznie stan zdrowotny ludzi ulega poprawie. Oczywiście warto mieć wybór w takich produktach. Miałem możliwość gościć w Izraelu i spróbować miejscowych potraw organicznych. Wtedy zrozumiałem, że w czasach mojego dzieciństwa każdy pokarm tak smakował. Nie to co teraz. Dlatego fajnie było przypomnieć sobie smaki dzieciństwa, ponieważ w dzisiejszych czasach trzeba się nieźle natrudzić, żeby uzyskać taki produkt. Mimo to odżywianie się – jak wmawiają mi złośliwi – plastikowymi jabłkami i pomidorami, jest i tak dużo lepsze od jedzenia jakichkolwiek innych potraw. Powiedzmy wprost, że dziś dowolnemu produktowi brakuje odpowiedniej jakości. Wychodzi na to, że nie mamy wyboru między wysokojakościowym produktem, np. mięsem, a niskojakościowymi warzywami i owocami, tylko wybieramy między produktami niskojakościowymi, ale za to naturalnymi dla człowieka, czyli owocami i warzywami, a niskojakościowymi i równocześnie nienaturalnymi, takimi jak mięso wraz z całą chemią. Rzecz jasna, wtedy zawsze należy preferować pokarm naturalny. Swoją drogą warzywa i owoce to rośliny, które wyrosły same. Świadomość tego zawsze dodaje mi otuchy. Gdyby je od początku, kiedy dopiero kiełkują, traktowano dużą ilością jakichkolwiek trucizn, – a rośliny to żywe istoty, które chcą żyć, – to trucizny by je zwyczajnie zabiły. Dlatego nigdy nie można żywej rośliny naszpikować zbytnią ilością toksyn. Jeśli będzie tych trucizn za dużo, sama roślina zginie. Dlatego ilość wprowadzanych toksyn jest zawsze dawkowana. Z racji tego fakt, że roślina wyrosła, jest żywa, a kiedy jej owoc dojrzał, zerwano go i przywieziono do nas, jest samo w sobie pewną gwarancją tego, że nie przeszkodziło jej to w życiu. Nie zaszkodzi to też naszemu życiu. Zaś z drugiej strony kiedy bierzemy kawałek mięsa, faszerując go różną chemią, żeby się nie psuło, tylko lepiej wyglądało i pachniało, to taki kawałek mięsa zniesie wszystko, dlatego też można je naszpikować czymkolwiek. Dlatego moim zdaniem fakt, że dana roślina jest żywa, jest już określoną gwarancją jakości. Wiadomo, że zawsze warto starać się znaleźć produkt o lepszej jakości, ale uważam, że o wszystkich warzywach i owocach można mówić tylko w kontekście produktów bardziej lub mniej pożytecznych. Ale nigdy nie można rozpatrywać ich jako produkty szkodliwe, ponieważ nie bywają one dla człowieka szkodliwe. Nawet we współczesnym świecie, z wszystkimi znanymi technologiami ich upraw.

– Po co w ogóle człowiekowi potrzebne jest zdrowe, piękne i silne ciało? Co z nim robić? Powiedzmy, że już przywykliśmy do jedzenia surowej marchewki i jabłek, mamy mnóstwo energii, zwalczyliśmy kawę. A co dalej?

– Tak, i dużo pieniędzy. Kiedy spytamy dowolnego człowieka na ulicy, co zrobi, kiedy zapewnimy mu zdrowe ciało, z pewnością odpowie, że już sam będzie dobrze wiedział co robić. Bardzo lubię konwertować kwestię zdrowia na pieniądze. Bardzo często jedna kwestia żyje koło drugiej. Każdy zapewne woli martwić się, co zrobić z dużą ilością pieniędzy, niż co robić, kiedy ich brakuje. Ze zdrowiem jest podobnie. Właściwie to, o co pani pyta, to niewątpliwie parafraza pytania na temat sensu życia. Sądzę, że każdy człowiek sam dla siebie odpowie na to pytanie i sam zdecyduje. Ale z pewnością wiem, że każdy człowiek, który urodził się, rósł i nadal żyje, czuje, że niewątpliwie jest w tym jakiś sens. Każdy człowiek ma pewnie jakiś własny cel życia, gdyż bez wątpienia taki cel istnieje. Z pewnością wiem, że jeśli dany sens życia będzie opierał się na dobrym zdrowiu, dobrym samopoczuciu oraz wysokim poziomie energii, to życiowych celów będzie o wiele więcej, niż w przypadku ludzi, którzy są ciągle smutni, chorzy, śpiący, nic im się nie chce robić. Człowiek zdrowy ma zawsze w życiu coś do zrobienia. Dlatego niech każdy sam szuka własnego sensu życia, lecz jestem przekonany, że dobre zdrowie zawsze pomaga w tych poszukiwaniach, a co najważniejsze –  w samorealizacji w życiu.

– No cóż, zakończmy na tej pięknej, inspirującej nucie. Dziękuję panu za ciekawą rozmowę. Mam nadzieję, że wielu widzów ją obejrzy i być może znajdzie dla siebie coś wartościowego, np. to, jak warto zmieniać swoje życie na drodze do zdrowia, jak też większej świadomości.

– Dziękuję bardzo.

– Dziękuję. Wszystkiego dobrego!

– Do zobaczenia!

– Drodzy widzowie, dziękujemy, że pozostajecie z nami. Przypominam, że nasze audycje można obejrzeć na stronie balans-tv.ru. Wszystkiego dobrego i do następnego razu!

październik 2018 r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s