Opowieść o jedzeniu, ruchu, energii czyli co dodaje sił

Jak często w swoim życiu musieliście wysłuchiwać „odwiecznych prawd” ze strony starszych krewnych o tym, że trzeba dużo jeść, żeby mieć sporo siły, że najwięcej składników wzmacniających nasz organizm pobieramy z mięsa, bez którego człowiek nie zdoła normalnie funkcjonować, oraz że energię można pozyskiwać wyłącznie z pokarmu? Te trzy twierdzenia (nie wspominając na razie o tradycyjnym podejściu do chorób w stylu „weź tabletkę i staraj się uzupełnić niedobór konkretnego składnika odżywczego”) weszły na stałe w skład stereotypów współczesnego człowieka, który z reguły nie ma pojęcia o tym, że podobne zalecenia przedstawicieli medycyny konwencjonalnej i fundamentalnej nauki zostały dawno obalone. Jednak popularyzacja takiej wiedzy widocznie nie leży w czyimś interesie…

Spróbujmy zatem przyjrzeć się trzem wymienionym tezom w kontekście eksperymentów i badań naukowych (!) radzieckich uczonych, wśród których główną uwagę skupimy na działalności G. S. Szatałowej.

W swoim referacie na radzie naukowej ministerstwa zdrowia ZSSR w 1980 roku Galina Siergiejewna Szatałowa udowadniała, że metody leczenia symptomatycznego jedynie łagodzą stan chorego człowieka, ale nie usuwają przyczyn chronicznych schorzeń. W celu uzasadnienia swojej koncepcji przedstawiła radzie naukowej 49 dokumentacji medycznych wyleczonych pacjentów. Orzeczenie rady brzmiało jednoznacznie: to niemożliwe, ponieważ czegoś takiego nie można dokonać. Jednak wielu naukowców szczerze zainteresowało się jej przedstawieniem sprawy. Martwiła ich tylko jedna okoliczność: stosowanie w odniesieniu różnych chorób jednakowego podejścia – jako panaceum, które nauka odrzuca.

svmqcd1nn4
G. S. Szatałowa

Galina Siergiejewna Szatałowa (1916-2011)  – lekarz neurochirurg, kandydat nauk medycznych, instruktor zdrowego trybu życia, autorka popularnych w krajach WNP Systemu Naturalnego Uzdrawiania, pogromczyni teorii kaloryczności produktów spożywczych. Pracowała jako kierowniczka sekcji selektywnej w Centrum Badań Kosmicznych, prowadząc eksperymenty w Instytucie Badawczym Kultury Fizycznej i Sportu. Praktycznie przez 50 lat życia funkcjonowała na własnej diecie, składającej się z dziennej porcji 12 g tłuszczy, 15 g białek, 100 g węglowodanów, czyli prawie pięciokrotnie mniej od normy naukowej. Codziennie biegała, pływała, przyjmując rzeszę pacjentów, prowadząc wykłady, zajęcia, badania, eksperymenty oraz śpiąc 4-5 godzin dziennie.

 

Szatałowa to najbardziej efektywny naturopata w historii ZSSR. Udało jej się osiągnąć pełnię zdrowia, wyleczyć mnóstwo ludzi z insulinozależnej cukrzycy, raka, chronicznego nadciśnienia tętniczego, niewydolności serca oraz innych schorzeń, które oficjalna medycyna uważa za nieuleczalne. Galina Siergiejewna napisała kilka książek. Zdołała dostrzec wiele zależności i przeprowadzić fantastyczne badania, tworząc na ich podstawie ważką teorię naukową obiektywnego zdrowia.

W 1980 roku, w wieku 65 lat, wciąż cieszyła się atrakcyjnym wyglądem, zarażając swoim urokiem i trzymając bez specjalnego wysiłku uwagę swoich słuchaczy. Siwi profesorowie, fizjolodzy odżywiania, próbowali jej czasami naukowo oponować, lecz kilka prostych kontrpytań wprowadzało ich w osłupienie. To wtedy opublikowała pierwsze wnioski: człowiek nie jest silnikiem, energia którego jest równa ilości litrów zatankowanego paliwa. Okazuje się, że pokarm nie jest najważniejszym, tylko najbardziej problematycznym źródłem energii dla żywych istot. Teoria zrównoważonego odżywiania i kaloryczne podejście to ułuda, wskutek której ginie co roku kilkaset tysięcy osób. Wojny i katastrofy to pikuś w porównaniu z „kalorycznym odżywianiem”. Zresztą luminarze nauki kalorycznej nigdy jej tego nie wybaczyli…

Galina Szatałowa prowadziła eksperymenty, organizując supermaratony, podczas których uczestnicy pokonywali 500 km za 5 dni, spożywając tylko soki, warzywa oraz suszone owoce w minimalnych ilościach. Mimo to demonstrowali cuda wytrzymałości, a na dodatek nie tracili kilogramów!

W 1990 roku 75-letnia Szatałowa wraz z byłymi pacjentami rześko pokonywała Kara-kum – 500 km piaszczystej pustyni w upale 50ºC. Wyprawę powtórzono jeszcze kilka razy. Ich proklamowana dzienna racja żywnościowa, wynosząca wtedy 100 g suszonych owoców, 50 g kaszy i litr herbaty ziołowej, wywoływała dziki śmiech „sportowych pustyniowców” Europy, którzy „naukowo” dowodzili, że podczas wędrówek pustynnych nie można pić mniej niż 10 litrów dziennie. Szatałowa postanowiła zatem zaprosić ich na wyprawę. Podczas gdy grupa trenowanych zawodowców, odżywiająca się według tradycyjnych zaleceń żywieniowych, padała z nóg i nie nadążała, „szatałowcy” maszerowali bez specjalnych zakłóceń i z uśmiechem na twarzy. I – o dziwo! – wcale nie tracili masy, a niektórzy wręcz nabierali kilogramów! Nic dziwnego, że „kaloriowców“ zwyczajnie trafiał szlag.

Odżywianie grupy Szatałowej było niskokaloryczne i niskobiałkowe, nie więcej jak 1000 kcal na człowieka. Podczas kolejnych wypraw jedli kaszę, rodzynki, miód, orzechy, zupę ryżową z pachnącymi ziołami, pili zieloną herbatę. Ilość płynów wynosiła 2 – 2,5 litra na dobę. Natomiast kontrolna grupa sportowców odżywiała się zgodnie z zaleceniami radzieckiego instytutu żywienia. Kaloryczność dziennej racji każdego uczestnika wynosiło 4000 – 4100 kcal. Jedzenie było nasycone białkami, tłuszczami, węglowodanami. Sportowcy tej grupy wzięli ze sobą na pustynię mięsne i rybne konserwy, sublimowane mięso, kostki rosołowe, koncentraty puddingów – czekoladowych i ryżowych, cukier, kakao, herbatniki… Jedli cztery razy dziennie (grupa Szatałowej zaledwie dwa razy). Pili, jak przyjęto w upał, do 10 litrów wody na każdego człowieka. W sumie zaledwie połowa sportowców przeszła całą trasę. W czasie przemarszu występowało u nich nieco podwyższone ciśnienie krwi, przyspieszony puls w spoczynku, ponury nastrój i złe samopoczucie. W grupie Szatałowej u wszystkich uczestników poziom ciśnienia krwi i częstotliwość pulsu nie odbiegały od normy zdrowego człowieka. Przy tym samopoczucie było dobre, a wydajność pracy wysoka.

dsc_8298s
W. B. Gurwicz

Mniej więcej w tym samym czasie kandydat nauk medycznych, lekarz psychiatra, Walery Borysowicz Gurwicz (*1938), badał pokonywanie długich wypraw w ogóle bez jedzenia – tylko na samej wodzie. Nawet bez specjalnego przygotowania dwie grupy świetnie pokonywały swoje trasy (od 400 do 500 km), wracając żwawo do bazy w dobrym stanie zdrowotnym. W „głodnych przemarszach” Gurwicza ludzie już wprawdzie chudli, bowiem nikogo specjalnie do marszu nie przygotowywano. Lecz analiza dowiodła, że ilość utraconych kilogramów wynosiła niespełna połowy zużytej energii.

Niedowierzający tradycjonaliści mogą zapytać: „Jak to: spalasz dziennie 6-7 tysięcy kcal, jedząc dziesięć razy mniej, nie chudniesz, a sił ci tylko przybywa? Białek zjadasz co najmniej czterokrotnie mniej od zalecanej normy, i nie doznajesz żadnej dystrofii?” Cóż, niemowlę w pierwszym miesiącu życia spożywa jedynie 2 g białek i tłuszczy dziennie, tyjąc za ten czas średnio 15 g. Dieta baleriny rzadko przekracza 1000 kcal, mimo to spala prawie codziennie aż 8000 kcal. Gdyby teoria kaloryczna miała rację, powinna codziennie zrzucać niemal kilogram masy ciała. Tak jednak nie jest, zatem należałoby rozważyć opcję istnienia innych źródeł energii dla mięśni i organizmu, nie mieszczących się w ramach tradycyjnej fizjologii. Okazuje się bowiem, że wszyscy ciężko ćwiczący tancerze, turyści na dalekich wyprawach, żołnierze na polu bitwy, słowem wszyscy doświadczający ekstremalnych obciążeń fizycznych, tracą o wiele więcej energii, niż ile przyjmują w posiłkach, przy czym ich waga dość szybko się stabilizuje.

W światowej praktyce istnieje mnóstwo faktów, potwierdzających możliwości pobierania energii i „materiałów budowlanych” przez człowieka bezpośrednio z otaczającej przestrzeni.

 

paul_final_web600wide
Paul Bragg

Wielce znamienny pod tym względem jest eksperyment Paula Bragga (1895-1976). Odbył on przemarsz w Dolinie Śmierci o długości około 48 km przy temperaturze + 45°C w południe. Razem ze sobą wziął 10 młodych sportowców. Dla nich był przygotowany cały furgon z jedzeniem, piciem i solnymi tabletkami. Sam Paul Bragg w ciągu całego przemarszu głodował. Z 10 młodych, zdrowych sportowców nikt nie doszedł do końca. Tylko jeden Paul Bragg zakończył ten przemarsz. „Pozostawałem na dystansie sam i czułem się rześki jak stokrotka„. Dla odbycia takiego przemarszu potrzebował 10.5 godziny, w czasie których pił tylko ciepłą wodę w niewielkich ilościach. Potem przenocował w namiocie, a nazajutrz odbył powrotny przemarsz bez żadnego jedzenia!

 

1385931
J. A. Andriejew

Interesująco opisuje swoje doświadczenie Jurij Andriejewicz Andriejew (1930-2009), autor „Trzech filarów zdrowia„, w których przedstawia, jak nauczył się w czasie długiego biegu uruchamiać pobór energii i biosyntezę z naturalnego środowiska. Przy tym bieg staje się nie tylko łatwiejszy, ale i waga po biegu zwiększa się o kilkaset gramów!

 

Gennadij Pietrowicz Małachow (*1954), którego częściowo cytujemy w niniejszym artykule, stwierdza, że po to, by organizm dobrze przyswajał energię z naturalnego środowiska i dobrze wcielał biosyntezę komórek, należy dużo ruszać się, obojętnie jak, i następny konieczny warunek – zawsze czysta skóra. Maksimum energii natomiast może dostarczyć zimne powietrze i zimna woda (według Szatałowej).

P. Bragg z kolei sądzi, że pierwszorzędny warunek niewyczerpalnej energetyki to wewnętrzna czystość organizmu. J. A. Andriejew podkreśla, że zwiększenie pulsu dwa razy w porównaniu ze spoczynkiem to konieczny warunek zarówno dla produkcji energii, jak dla uruchomienia biosyntezy komórek. Według hipotezy profesora Andrijewskiego w organizmie ssaków i człowieka krew tworzy się tylko w czasie wytężonego wysiłku fizycznego. A mianowicie w ruchu, podczas biegu, intensywnej pracy na świeżym powietrzu występują potężne utleniająco-redukujące reakcje i tworzy się silna i młoda krew wysokiej jakości.

x_2e92ca4f
Valentin Dikul

O ważnej roli ruchu nie tylko dla poboru energii, ale również dla poprawy zdrowia świadczy także historia Zotowa N. P., 1894 rok urodzenia. W 1945 roku przeszedł na emeryturę, cierpiąc na sercową niewydolność, ciężką kontuzję kręgosłupa i liczne inne poważne schorzenia. Postanowił „stworzyć siebie na nowo”. Pokonując ostry ból w kręgosłupie, drogą systematycznych treningów nauczył się bez żadnego wysiłku robić na jednej nodze po 5 tys. podskoków! Dlatego zaczął regularnie biegać, uczestniczyć w zawodach, nawet maratońskich. Na tradycyjnym biegu na trasie Puszkin – Sankt-Petersburg w 1978 roku zdobył swój piąty złoty medal.

 

Znamienny jest również wyczyn Valentina Dikula (*1948). Dzięki fizycznym ćwiczeniom „stworzył na nowo” uszkodzony kręgosłup, przeistoczył się w prawdziwego siłacza, demonstrując unikalne triki siłowe.

56a7ad6c2a725
Walerij Brumel

Mistrz świata w skokach wzwyż Walery Brumel (1942-2003) w wyniku motocyklowego wypadku strzaskał sobie nogę i w jednomyślnym przekonaniu lekarzy mógł w przyszłości chodzić jedynie o kulach. Jednakże powrócił on do skoków, chociaż bez rekordowego poziomu formy.

Louis Pasteur (1822-1895) nabawił się w rezultacie długiej, wytężonej pracy umysłowej wylewu krwi do mózgu. Ale nie przerwał aktywnej działalności naukowej, łącząc ją ze srogim reżimem regularnych fizycznych ćwiczeń, których wcześniej nie robił. W rezultacie przeżył jeszcze 30 lat i właśnie w tych latach dokonał swoich najbardziej znaczących odkryć w bakteriologii. Anatomopatologiczna sekcja zwłok wykazała, że po wylewie krwi do samej śmierci u Louisa Pasteura normalnie funkcjonowała tylko jedna półkula mózgowa.

mikulin
A. A. Mikulin

Inny zadziwiający przykład – życie konstruktora silników lotniczych Aleksandra Aleksandrowicza Mikulina (1895-1985). Oto co opowiadał sam o sobie:

„Ani moja matka, ani ojciec, ani inni bliscy krewni nie wyróżniali się długowiecznością. A ja mam już 90 lat. I, jak widzicie, jestem dostatecznie rześki, nadal pracuję, zachowałem świeżość twórczej myśli. Tłumaczę to tym, że 50 lat temu ostatecznie zrozumiałem: nie należy żyć bezmyślnie, lenić się, przejadać się, pić alkohol i palić. Zacząłem konsekwentnie przestrzegać tych zasad, dlatego zainteresowałem się problemem podwyższenia żywotności organizmu.”

 

Uczony i inżynier – konstruktor i kosmonauta Gieorgij Timofiejewicz Bieriegowoj (1921-1995) odbył 95-godzinny lot, nie zważając na to, że miał prawie 50 lat. Według parametrów zdrowia nie nadawał się na kosmonautę, ale nim został. Oto co opowiada o sobie:

4
G. T. Bieriegowoj

„Dawno domyślałem się, że człowiek jest w swojej naturze trochę leniem. Podświadomie za każdym razem stara się robić nie to, co należy, a to, co się chce. Ja powiedziałem sobie: należy dogonić tych, którzy są młodsi o około dziesięć lat z hakiem i wszechstronnie przygotować się fizycznie. Powiedziałem sobie, że chcę to osiągnąć, każdego dnia, każdej minuty, zawsze. W ciągu 6 miesięcy uparcie wiodłem pojedynek z dawnym trybem życia i z własnym wiekiem. Po pół roku lekarze powiedzieli mi, że nawet oni, lekarze, w żaden sposób nie oczekiwali, że sport i gimnastyka w moim wieku mogą dać taki wspaniały efekt.”

Lekarzowi ze szwedzkiego miasta Malmö po pół roku treningów, bez zastosowania jakichś innych środków, udało się wyprowadzić ze „strefy ryzyka” 100 ludzi, którzy przejawiali skłonność do zachorowań na cukrzycę. Fizyczne ćwiczenia okazały się przepięknym środkiem dla normalizacji wymiany węglowodanowej.

76eea03380cd6472ef91196349acced3
G. P. Małachow

G. P. Małachow (uzdrawiacz i propagator zdrowego trybu życia) dodaje: Ludzie, wiodący mało ruchliwy tryb życia, niby są zdrowi, ale bardzo łatwo męczy ich prosta fizyczna i umysłowa praca. Tak, niedostrzegalnie gromadząc się w organizmie, toksyny zmęczenia powodują podatność na choroby infekcyjne, degenerujące i rakowe. Komórki w zastojowym środowisku wewnętrznym przechodzą na beztlenowy sposób odżywiania się, odrywają się od centralnych regulatorów i zaczynają się dzielić, jak komórki rakowe. W zalegającym wewnątrzkomórkowym płynie pełno jest kancerogenów własnej produkcji, które tylko zwiększają ten proces.

thumb_3560_person_full
I. P. Pawłow

Dziś już jest jasne, że 35 litrów płynu (wody, krwi, limfy itp.) naszego ciała powinno stale krążyć po naszym organizmie, dostarczając komórkom wszystko co niezbędne i usuwając wszystko niepotrzebne. Z kolei „obsługujący personel” komórek: wątroba, płuca, skóra, nerki, jelita – powinny być czyste i zdrowe, żeby w porę usuwać toksyny zmęczenia. I oto: ruch, chodzenie, bieg, gimnastyka itd. – pozwalają kilkakrotnie zwiększyć cyrkulację płynu w organizmie. W czasie ruchu mięśnie kurczą się, wyciskając płyn w krwawe łożysko, pomagają ruchowi krwi żylnej do serca. Silnie wzrastająca cyrkulacja krwi utlenia, wymywa i wyrzuca toksyny zmęczenia. W rezultacie całe 200 hektarów „żywej powierzchni” może funkcjonować na bardzo wysokim poziomie – podwyższa się jakość życia. W tym planie ruchowi nie ma równych. Nie na darmo wielki fizjolog Iwan Pietrowicz Pawłow (1849-1904) powiedział: „Ruch może zastąpić prawie wszystkie lekarstwa, ale żadne lekarstwo nie zastąpi ruchu”.

Powróćmy jednak do Szatałowej. Generalizując swoje obserwacje, postanowiła sformułować prawo minimum energetycznego. Zgodnie z nim w naturze wszystko optymalnie funkcjonuje przy minimalnych nakładach energii. Droga życia opiera się na współzależności maksymalnej oszczędności i maksymalnej sprawności (w sensie wielkości fizycznej). Nasze ciała są tego dowodem. W istocie G. S. Szatałowa wyznaczyła dla fizjologii nowe kierunki: zbadanie pozapokarmowych sposobów pobierania niezbędnych składników odżywczych, rozmaitych typów energii oraz możliwości ich wzajemnej transformacji.

 

regnum_picture_14510418733372354_normal
A. M. Ugolew

Już pod koniec lat 50. ubiegłego wieku akademik Aleksander Michaiłowicz Ugolew (1926-1991) wysunął tezę, że zdrowa mikroflora w jelitach jest w stanie przyswajać azot bezpośrednio z powietrza, dzięki czemu syntezuje dla organizmu całe spektrum niezastąpionych aminokwasów, cały szereg białek, niezbędne hormony i witaminy, pod warunkiem dostarczania jej właściwego pokarmu, składającego się wyłącznie z surowego błonnika roślinnego. Zdaniem Ugolewa mikroflorę w ogóle należałoby uznać za oddzielny ludzki narząd, swoisty drugi mózg, a z trofologicznego punktu widzenia istnieją dwa możliwe sposoby odżywiania: a) tradycyjny, kiedy odżywiamy bezpośrednio siebie, dostarczając ciału wraz z pokarmem wszystkich niezbędnych składników w postaci gotowej do użycia, b) drobnoustrojowy, kiedy karmimy pożyteczną mikroflorę w naszych jelitach (nie tylko jedzeniem), która z kolei syntezuje dla nas wszystko, czego potrzebujemy do prawidłowego funkcjonowania.

 

220px-d09c-_d098-_d092d0bed0bbd181d0bad0b8d0b9
M. I. Wolskij

Wnioski Ugolewa zostały potwierdzone dzięki eksperymentom Michaiła Iwanowicza Wolskiego (1900-1983), które dowiodły, że zwykły człowiek wydycha więcej azotu, niż ile wdycha. Brzmi logicznie, bowiem wydychamy zbędną ilość tego gazu. Jednak okazało się, że ludzie typu „szatałowców” z prawidłową mikroflorą wydychają mniej azotu! Różni naukowcy dowiedli już, że azot przyswajają nie tylko bakterie prawidłowo funkcjonującego jelita grubego, ale również bakterie górnych dróg oddechowych. Dzięki temu wszystkie „niezastąpione” składniki odżywcze wytwarza dla nas własna mikroflora jelit. Oto dlaczego zdrowemu człowiekowi wystarczy 12 g azotu spożywczego dziennie.

 

pgn
G. N. Pietrakowicz

Georgij Nikołajewicz Pietrakowicz (*1932) twierdzi, że w organizmie zachodzi ten sam sposób syntezy aktywnych połączeń azotu jak w silniku spalania wewnętrznego. Wcześniej uważano azot za gaz inercyjny, jednak amerykańscy naukowcy udowodnili, że przy temperaturze powyżej 1000º C azot zawarty w powietrzu łączy się z tlenem, tworząc tlenki azotu (substancje posiadające dość wysoką aktywność chemiczną). Jak dodaje Iwan Pawłowicz Nieumywakin (1928-2018), chemikom znany jest fakt, że w roztworach wodnych (również w krwi) tlenki azotu przekształcają się w azotany (nitraty), a następnie w aminokwasy – podstawę budowy struktur białkowych. Znana jest opinia wielu badaczy uważających, że pierwotna cząsteczka białka powstała z azotu zawartego w powietrzu, przy oddziaływaniu wyładowań elektrycznych i wysokich temperatur.

 

d098d0bdd182d0b5d180d0b2d18cd18e_d09cd0b0d180d0b8d0b8_d09ad0b0d180d0bfd0b8d0bdd181d0bad0bed0b9_d181_d098d0b2d0b0d0bdd0bed0bc_d09fd0b0d0
I. P. Nieumywakin

Należy zatem przyjąć, że w naszym ciele znajduje się swoisty reaktor termojądrowy, o którym mówiono już wielokrotnie, lecz nikt nie umiał wyjaśnić, na czym polega. Dzięki temu staje się jasne, dlaczego w wielu przypadkach sportowcy stosujący określony tryb odżywiania nie tracą wagi po udziale w biegach maratońskich, a nawet przybierają na masie.

Jeszcze ciekawiej wygląda sprawa samej energii. Z powyższego wynika, że można wykorzystywać pozapokarmowe źródła energii, które są w wielu przypadkach jej głównym dostawcą. Możliwe jest bezpośrednie wykorzystywanie energii słonecznej, bowiem dawno już udowodniono, że za jej pomocą w skórze dochodzi do syntezy witaminy D oraz szeregu biologicznie aktywnych składników. Wbrew mocnym oporom współczesna nauka potwierdziła również fenomen pranojadów (breatharian), potrafiących przez lata w ogóle obyć się bez jedzenia. Patrząc na analizy i obliczenia, nawet w mleku matki, ubogim pod względem zawartości białka (w odróżnieniu od krowiego), znajdują się niezłe zasoby bioenergetyczne, odżywiające żywe komórki noworodka. Z drugiej strony zawodowy szachista, który się prawie nie rusza, może zrzucić podczas długiej partyjki nawet 3 kg. Czyżby tyle ważyła jego energia umysłowa? Skoro można ją tracić, to być może da się ją też pozyskać?

Jednak tego typu eksperymenty naukowe nigdy nie cieszyły się popularnością wśród społeczności naukowej. Kiedy Szatałowa po raz pierwszy przedstawiła parametry obiektywnego zdrowia, rada naukowa otwarcie ją wyśmiała, mimo iż jej uleczeni pacjenci osobiście stali przed akademikami żywi i zdrowi. Jednak rzekomo o niczym to nie świadczyło.

Galina Siergiejewna zatem postanowiła poświęcić się praktyce naturopatycznej, dokonując regularnie kolejnych badań, eksperymentów i odkryć. Przez wiele lat przyjmowała na leczenie osoby, których medycyna konwencjonalna wolała się pozbyć, i doprowadzała różnych chorych do obiektywnego zdrowia w ciągu 6 – 9 miesięcy. W jej systemie powracali do zdrowia nawet chorzy z diagnozami onkologicznymi.

Dzięki swoim eksperymentom, o których będzie jeszcze mowa w innych artykułach, Szatałowa udowodniła, że zwykły człowiek, odżywiający się małą ilością pokarmu roślinnego, jest bardziej wytrzymały od wytrenowanego sportowca, który odżywia się według powszechnie przyjętych zaleceń. Galina Siergiejewna uważa, że natura stworzyła człowieka przystosowanego do spożywania pokarmu roślinnego, a nie zwierzęcego. Wszystkie drapieżniki posiadają szpony i kły do rozrywania zdobyczy, zaś człowiek jest inaczej zbudowany. W ustach człowieka np. dochodzi do reakcji zasadowej, podczas gdy drapieżników cechuje kwaśna reakcja.

Człowiek pod względem anatomicznym i fizjologicznym różni się od mięsożernych i trawożernych zwierząt. Jesteśmy istotami owocożernymi. Pokarmem gatunkowym dla nas są owoce, gdyż właśnie do takiego odżywiania jest przystosowany nasz organizm.

Dla dowolnej żywej istoty środkiem leczniczym może być tylko pokarm przewidziany dla jej gatunku. Przy odżywianiu gatunkowym dochodzi do samoregulacji wszystkich funkcji organizmu. Jakiekolwiek inne odżywianie powoduje zakłócenia równowagi biochemicznej organizmu, prowadząc do schorzeń. Tak dzieje się w przypadku człowieka spożywającego pokarm zwierzęcy. Dochodzi do zaburzeń w pracy organizmu i powstawania chronicznych schorzeń. Żadne preparaty chemiczne (lekarstwa) nie pomagają, gdyż mogą jedynie uśmierzyć objawy bólu, nie lecząc samej choroby. Co więcej, lekarstwo na problemy konkretnego narządu może zakłócać samoregulację organizmu, przyczyniając się do prowokowania nowych problemów zdrowotnych.

 

title_lb_1dfe8ca18fd8ed3b59294ddd7aa9599a
G. S. Szatałowa

Galina Siergiejewna Szatałowa zmarła w grudniu 2011 roku w wieku 95 lat. Do ostatnich dni była przy zdrowych zmysłach i czuła się dobrze. Jak twierdzą świadkowie, jeszcze w wieku 84 lat swobodnie robiła szpagat.

Reasumując można powiedzieć, że lecznicze odżywianie Galiny Siergiejewny Szatałowej, które będzie jeszcze przedmiotem odrębnego artykułu, przenosi człowieka ze stanu „praktycznie zdrowego” do stanu „faktycznie zdrowego”.

Ciężko jest oczywiście zrezygnować z powszechnie przyjętej teorii „zrównoważonego odżywiania” z liczeniem kalorii i obowiązkowym spożywaniem produktów zwierzęcych, jednak fakty to rzecz uparta. Każdy powinien sam wszystko przemyśleć, sprawdzić, spróbować i wybrać drogę, jaką potoczą się losy jego zdrowia.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s